Blog > Komentarze do wpisu

-> Betlejem w remizie

Na przykładzie najnowszej premiery w Teatrze im. L. Solskiego, jaką jest „Betlejem polskie” Lucjana Rydla w reżyserii Zbigniewa Kułakowskiego i scenografii Grzegorza Sudeckiego danej w piątek 12 grudnia, jeszcze raz sprawdziła się stara teatralna zasada, mówiąca, iż jeśli dyrektor nie dysponuje zespołem aktorskim umożliwiającym pełne wystawienie „Wesela” S. Wyspiańskiego, nie powinien podejmować się kierowania teatrem, a jeśli już to pokornie mierzyć aktorskie siły na artystyczne zamiary… . Oczywiście, jeśli ma ambicje tworzenia teatru w pełni profesjonalnego i na wysokim poziomie artystycznym. O tej mądrej regule zdaje się nie pamiętać nowy dyrektor Solskiego Edward Żentara, który już u progu swojej dyrektury w tarnowskim teatrze dopuszcza, a raczej wypuszcza taki artystyczny knot i gniot, jak jasełkowy samograj Lucjana Rydla. Dawno już nie widziałem w naszym teatrze, a bywam tam regularnie od ponad 30 lat, czegoś tak nieprofesjonalnego, wręcz amatorskiego w najgorszym tego słowa znaczeniu, nierównego i nudnego. Aż dziw bierze, jak można było tak znakomitą i z taką teatralną tradycją sztukę jak „Betlejem polskie” tak „skopać”, i w dodatku zrobili to zawodowcy… . Gdybyż coś takiego zrealizowano w jakiejś strażackiej remizie lub wiejskiej świetlicy silami miejscowych amatorów, rzecz mogła by nawet wzbudzić szacunek i podziw dla wysiłku owych kulturalnych Judymów, ale w zawodowym teatrze absolutnie nie powinna się zdarzyć! I na ironię zakrawa fakt, iż w obecnym spektaklu grają min. aktorzy (Z. Kłopocki, M. Szaforz, G. Janiszewski, J. Ogrodniczki i Z. Bałut), występujący w poprzedniej realizacji „Betlejem Polskiego”, która miała miejsce w 1989 roku za dyrekcji Barbary i Józefa Zbirogów, a którego rozmach inscenizacyjny i poziom artystyczny sprawił, iż było to prawdziwe wydarzenie artystyczne, grane z ogromnym sukcesem w Tarnowie i poza nim, w tzw. objeździe… . Na przykładzie najnowszej produkcji Solskiego widać wyraźnie, w jak głębokiej zapaści artystycznej znalazł się nasz teatr, jak bardzo upadł na prowincji, a taką jest niestety nasza tarnowska teatralna rzeczywistość, etos zawodu aktorskiego i reżyserskiego. A przecież te dwie realizacje dzieli zaledwie, a może aż 19 lat… .

betlejem plakat


I żeby było jasne, nie idzie mi o to, że w ansamblach pojawia się na scenie cała plejada bardziej lub mniej uzdolnionej młodzieży i dzieci (kapitalnie bezradne maluchy z wdziękiem udające dorosłych aktorów, to prawdziwa ozdoba tej szopki), dla których udział w tych jasełkach to większości jednorazowa przygoda. To się zdarza w wielu spektaklach, tyle, że reżyser świadomie wprowadzając takie „obce ciała” w spójny, precyzyjnie działający zespół zawodowych aktorów, musi umieć wypośrodkować i dopasować, ustawić w odpowiednich proporcjach ich możliwości i udział w poszczególnych układach tanecznych lub scenach stricte teatralnych. Chodzi mi o to aby widz oglądając sceny zbiorowe nie odnosił wrażenia „pospolitego ruszenia”, działającego w myśl zasady „ratuj się kto może”, i jak może… .  Praca ze stremowanymi amatorami, w tym dorastająca młodzieżą (małe dzieci „bronią” się same swoim urokiem i brakiem świadomości, są autentyczne naprawdę), wymaga zupełnie innego podejścia reżysersko – pedagogicznego. Niestety w naszym „Betlejem” tego zabrakło, amatorska młodzież jest nieporadna i wręcz bezradna, zżera ją trema lub jej brak, źle tańczy i śpiewa, a aparatu mowy używa w sposób zgoła nie sceniczny… . Być może reżyser zbyt skupił się na pracy z zawodowymi aktorami, których w scenach z pozostałymi wykonawcami dzielą aktorskie Himalaje, a tak być nie powinno. To właśnie tym zbiorowym scenom reżyser powinien poświęcić najwięcej czasu, „wyczyścić je”, zrównoważyć naturalne dysproporcje, uporządkować ruch sceniczny i spacyfikować wybujałe ambicje jednych i drugich… .

 

 

Już sam początek spektaklu to choreograficzno – wokalno – aktorski horror, a późniejsze sceny pasterskie i anielskie, aż po wyjątkowo nieporadnie (nudnie!) ustawione sceny adoracji dzieciątka, o chaotycznym, pełnym niepotrzebnego hałasu i zgiełku, finale nie wspominając, tylko tę opinię potwierdzają. Właśnie w scenach pastersko – anielskich widać szyte reżyserskim skrótem niedoróbki, o których mowa wyżej. Ot, chociażby pasterski szeryf, bo do prawdziwego bacy to Grzegorzowi Janiszewskiemu jeszcze daleko, i jego pasterscy kamraci. Aliści nie tylko. Ot, chociażby sceny z Żydem, którego „kreacja” w wykonaniu nie umiejącego śpiewać Andrzeja Popiela (gościnnie) są prawdziwym teatralnym „pawiem”. Z tym śpiewaniem to reżyser wyraźnie miał problem, jedni wykonawcy korzystają z mikrofonów, inni nie, w wyniku czego jednych słychać, innych prawie wcale. Może po prostu należało zastosować pół lub pełny playback. Właściwie jedyną sceną, która się jako tako broni jest sekwencja z Mariuszem Szaforzem, jako królem Herodem, który w pełni panuje nad rolą i jest w tym, co rob po prostu dobry. Podobnie, jak Grzegorz Janiszewski w roli Pana Twardowskiego, czy nestor tarnowskich aktorów Zbigniew Kłopocki kreujący najpierw Dziada, a na końcu Sybiraka (szkoda tylko, że bez mikroportu). Jego przykład jest kwintesencja reżyserskiej nieporadności, która sprawia iż tarnowska wersja „Betlejem…” ma ponad półgodzinną przerwę, najdłuższą chyba w Polsce. To bardzo rzadki przypadek w teatrach, gdzie przerwy trwają zwykle 10 – 15 minut. Oto bowiem Dziad Kłopocki po zakończeniu swojej sceny schodzi na widownię i przeprowadza regularną zbiórkę na rzecz jednego z tarnowskich przytulisk (kwesta trwa około kwadransa i wszyscy myślą, że jest to ciekawie zainscenizowana przerwa), po czym ogłasza 20. minutową… przerwę w spektaklu. A przecież, zdaniem większości widzów, taka zbiórkę można było z powodzeniem przeprowadzić podczas normalnego antraktu. Ale nic to w porównaniu z finałem sztuki – adoracją Bożego Dzieciątka. Scenę tę należałoby nagrać i demonstrować w szkołach aktorskich, jako ilustrację tego, jak nie powinno się reżyserować przestrzeni scenicznej. Ta wyjątkowo pięknie napisana i aktorsko rozpisana przez Lucjana Rydla finałowa scena w tarnowskim spektaklu zionie inscenizacyjną nudą i razi aktorską nieporadnością. Legionista Bartosza Trybonia, Husarz Andrzeja Popiela, Krawiec Jana Kantego Karpińskiego, Piekarz Dominika Sygnarowicza, Kuśnierz Krzysztofa Cetery, Cieśla Bartosza Galbarczyka i Kowal Grzegorza Komorowskiego – to tylko niektóre z „gwiazd” tej szopki. Wszystkie niekonsekwencje reżyserskiej pracy „u podstaw” (szczególnie z amatorską młodzieżą) widać tutaj, jak na dłoni. Zamiast bogoojczyźnianego patosu i wzruszenia zaserwowano nam jarmarczny kicz w pseudo patriotycznym sosie. Nawet Dachowe Anioły mają  zbyt kabaretowy, zgoła nie anielski makijaż. A już wymuszająca oklaski finałowa kolęda z jej choreograficzną nieporadnością i improwizacyjną hucpą woła o pomstę do nieba. Dobrze, ze chociaż stylizowana na płótno starych mistrzów kurtyna jest jak trzeba i miłosiernie okrywa tę komercyjną cepeliadę… .

 

 

A tak broni swojego „Betlejem…” jego reżyser Zbigniew Kułakowski: Rydlowskie "Betlejem..." dzieje się jednocześnie na trzech planach czasowych - w polskiej współczesności, w naszej rodzimej historii i w czasach biblijnych. Jest wpisane w polski krajobraz i rzeczywistość historyczną - ożywia przeszłość. W jasełkach Rydla, Jezus rodzi się wśród polskiej zimy, a w Betlejem leży w Polsce - może gdzieś w Małopolsce, a może na Kaszubach.

Biblijny Herod nie jest tylko władcą starożytnej Palestyny, lecz ciemiężycielem Polski, germanizatorem i rusyfikatorem zarazem; betlejemscy Trzej Królowie to nasi władcy: Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło i Jan III Sobieski. Różne postaci uczynił Rydel symbolami polskich walk i cierpień i - nawiązując do najwspanialszych kart naszej historii - stworzył barwny patriotyczny fresk narodowych losów a jednocześnie widowisko urokliwe, z chórami aniołów, Święta Rodziną, pełne najpiękniejszych kolęd i pastorałek... Twórcy tarnowskiego spektaklu, zachowując równowagę między akcentami sakralnymi i uniwersalnymi, prowadząc swą inscenizację nieco poza rydlowski scenariusz - rozbudowując warstwę patriotyczno - narodową o akcenty bardziej współczesne, nawiązujące do odzyskania Niepodległości w 1918 roku i do dramatycznych wydarzeń Grudnia roku 1970, zwiastując powtórny niepodległościowy zryw Polaków lat 80-tych. A jednocześnie czaru i świątecznego nastroju, rozśpiewany i roztańczony - pełen inscenizacyjnego rozmachu. Wzbogacono go rozbudowaną aranżacją kolęd i pastorałek - usłyszymy ich ponad 20!

Jest w nim pełna wdzięku scenografia, przepych kostiumów i niemała obsada. Dość powiedzieć, że na scenie jawi się kilkudziesięciu wykonawców, że obok artystów zawodowych występują dzieci i młodzież , a najmłodsi aktorzy liczą sobie ledwie... kilka latek!

  

Pora najwyższa słów kilka napisać o autorze sztuki. Rydel Lucjan (1870-1918), to wybitny polski poeta, dramaturg, prozaik, reżyser. Studia na wydziale prawno-politycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, zakończył uzyskaniem doktoratu (1888-1894). 1894 studiował historię sztuki w Berlinie. Od 1895 przebywał w Warszawie, a po otrzymaniu stypendium Akademii Umiejętności - w Paryżu, gdzie kontynuował studia i pracował w Bibliotece Polskiej. Po powrocie osiadł w Toniach, a następnie w Bronowicach Małych pod Krakowem (w Rydlówce). W roku1900 ożenił się z córką miejscowego chłopa, Jadwigą Mikołajczykówną, a wydarzenie to stało się kanwą sztuki S. Wyspiańskiego Wesele (wystawione 1901, Rydel był prototypem Pana Młodego). W latach 1904-1905 nasz autor współpracował z krakowskim Teatrem Ludowym. Zaś w  1907 odbył podróż do Grecji. Prowadził wykłady o sztuce w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Podczas I wojny światowej przebywał okresowo w Pardubicach i Pradze. 1915-1916 dyrektor Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie. Pisywał wiersze liryczne w stylu Młodej Polski, nawiązujące do motywów ludowych i antycznych, np. Poezje (1899, wydania rozszerzone 1901, 1909). Ceniony w swojej epoce dramaturg, rozpoczął twórczość od jednoaktówek (np. Matka 1893), rozgłos przyniosła mu baśń dramatyczna Zaczarowane koło (wystawiona 1899, wydana 1900), następnie widowisko jasełkowe Betlejem polskie wydane w 1906 i trylogia historyczna Zygmunt August (wystawiona 1912, wydana 1913). Właśnie owo jasełkowe „Betlejem” wystawione  po raz pierwszy na scenie Teatru Miejskiego we Lwowie 28 grudnia 1904 roku, a w Krakowie rok później, zdobyło na długie lata niebywałą popularność, stanowiąc niewyczerpane źródło zachwytu i wzruszeń wielu pokoleń Polaków, stanowiąc w twórczości Rydla pozycję odrębną i specyficzną.

 

Urok niewypowiedziany ma ten utwór głębokiej prostoty i szczerego poetyckiego natchnienia, przetopiony w gorącym polskim sercu! Przynosi on czarem słów naiwnej kolędy w jego dzieciństwo sielskie, anielskie, stawia mu przed oczy przeszłość górną jego narodu, a dalej i wszystkie bóle, i wszystkie łzy, i klęski wszystkie, Az po dzień dzisiejszy…   - napisał recenzent „Gazety Lwowskiej” po premierze „Betlejem polskiego” we Lwowie.

Szkoda, że tarnowska realizacja tego kultowego spektaklu tak fatalnie wpisuje się w tę chlubną tradycję.


Ryszard Zaprzałka


foto by Paweł Topolski




Lucjan Rydel - Betlejem polskie

Reżyseria - Zbigniew Kułagowski
Scenografia - Grzegorz Sujecki
Kostiumy Anna Bobrowska - Ekiert
Muzyka i aranżacja Maciej Osada - Sobczyński
Choreografia - Zygmunt Bałut
Przygotowanie wokalne Elżbieta Kuzemko - Rausz
Asystent reżysera - Robert Żurek

AKTORZY: Jolanta Januszówna, Bogusława Podstolska - Kras, Anna Nowicka, Patrycja Szwarc, Mirosława Żak, Grzegorz Janiszewski, Zbigniew Kłopocki, Jerzy Ogrodnicki, Andrzej Popiel, Mariusz Szaforz, Przemysław Sejmicki, Bartosz Tryboń, Robert Żurek oraz dzieci i młodzież tarnowskich szkół.

Premiera 12 grudnia godz.19, Duża Scena



wtorek, 16 grudnia 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Tarnów ma budżet na 2013 rok

    Teatr za tak małe pieniądze to jest parodia teatru - Ewelina Pietrowiak.  Zdecydowali o tym radni podczas sesji 20 grudnia. Za budżetem zagłoso

  • -> Pytania o sens

    Do repertuaru Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie końcem października dołączyło nowe przedstawienie – „Piosenki o wierze i poświęceniu” Przemys

  • -> „Brzydal"

    Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie zaprosił w sobotę 30 listopada 2012 o godz. 18.00 na kolejną premierę (studencką) w 59 sezonie artystycznym. Tym razem na Małe



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -