Blog > Komentarze do wpisu

-> Wieczór z mistrzem

Bo takim z pewnością jest Jerzy Skolimowski, jeden z największych indywidualistów kina. Sławny reżyser i aktor, bokser i jazzman, a także wzięty pisarz i malarz, tworzący głównie za granicą. Obecny w galeriach Kanady, USA, Francji, Włoszech, Grecji, Niemczech, w Polsce i w… Tarnowie, gdzie wystawia już po raz trzeci. Tym razem w Galerii „Przewiązka” w Mościckim Centrum Kultury, gdzie 29 października odbył się wernisaż jego prac, połączony z projekcją najnowszego, opromienionego sławą canneńskiego festiwalu, filmu mistrza „Cztery noce z Anną” i spotkaniem z publicznością. Na wystawie zorganizowanej wspólnie z Galerią Miejską BWA zobaczyć można było dobrze znane wielkoformatowe prace artysty oraz te najnowsze. „Białe, Czarne, Czerwone” plamy – metafory, za pomocą których malarz poszukuje równowagi pomiędzy różnymi środkami wyrazu. Dla jednych są to „wściekłe abstrakcje”, a dla innych głęboko przemyślane kompilacje archetypów społecznych i psychologicznych. Ja raczej skłaniam się w stronę abstrakcji, które mimo wszystko są bardziej ludzkie, niż do archetypów – te pozostawiam rozważaniom krytyków. "Kiedy maluję, nie jestem filmowcem, kiedy robię film - nie maluję. W mojej psychice te dwie sztuki są kompletnie oddzielne" – mówił w Tarnowie. Zdaniem Skolimowskiego film ma w sobie ruch, malarstwo jest natomiast „wizją statyczną - unieruchomioną w czasie". Przez wiele lat Skolimowski mieszkał w Los Angeles i tam, w domu z wielkim ogrodem i basenem, powstała większość jego płócien. Twórca wymyślił nawet autorską technikę malarską, polegającą na wrzucaniu blejtramów do basenu i plamieniu farbami po namoczeniu. Na uzyskane w ten sposób tło Skolimowski nakładał kolejne warstwy farb. Aby się przekonać z jakim skutkiem, warto zwiedzić tę oryginalną, i już okrzykniętą jako wydarzenie, wystawę prac tego czarodzieja pędzla i kamery.


s1

Artysta urodził się w najbardziej filmowym mieście Polski, w Łodzi w 1938 roku, choć niektóre źródła podają datę: 5 maja 1936 roku. "Byłem chorowitym dzieckiem: dyfteryt, różyczka, zapalenie opon mózgowych. Kiedy skończyła się wojna, wyglądałem jak cień. Matka chciała mnie ratować i w szalonym widzie sfałszowała moją metrykę, postarzając mnie o dwa lata, dzięki czemu mogłem wyjechać na rekonwalescencję do Szwajcarii" - tłumaczył tę sytuację Jerzy Skolimowski w książce "Filmówka". W 1959 roku Skolimowski ukończył etnografię na Uniwersytecie Warszawskim. Rok później napisał (wspólnie z Jerzym Andrzejewskim) scenariusz do filmu Andrzeja Wajdy pt. "Niewinni czarodzieje" i postanowił rozpocząć naukę w łódzkiej PWSFTViT. W 1961 roku - wspólnie z Romanem Polańskim - napisał scenariusz do jego słynnego filmu "Nóż w wodzie" (1961 r.). Łódzką szkołę filmową ukończył w 1963 roku. W 1964 roku filmem "Rysopis" Skolimowski zadebiutował jako reżyser. W kolejnych latach wyreżyserował m.in. "Walkower" (1965 r.), "Barierę" (1966 r.) i "Ręce do góry".

s2

Powstałe wiosną 1967 roku "Ręce do góry" zostały zatrzymane przez cenzurę na wiele lat. Kłopoty związane z tym filmem stały się dla Skolimowskiego jedną z przyczyn jego emigracji w 1970.Jerzy Skolimowski bywa bohaterem artykułów i wywiadów drukowanych w najpoważniejszych zagranicznych czasopismach branżowych. Gościł na łamach francuskiego "Cahiers du Cinema", brytyjskiego "Sight and Sound" i amerykańskiego "Film Comment". Należy do tych twórców, którzy częściej zdobywają nagrody poza granicami własnego kraju.

s3

I oto teraz, po 17 latach milczenia powraca do świata filmu obrazem „Cztery noce z Anną”.
Premiera opowieści o nieśmiałym pracowniku szpitala obsesyjnie zakochanym w pielęgniarce odbyła się podczas tegorocznego festiwalu w Cannes. Na konferencji prasowej reżyser zaznaczył, że jego film jest dziełem w pełni autorskim. Takie podejście przypadło do gustu francuskim i amerykańskim recenzentom, którzy pisali o "Czterech nocach z Anną" w superlatywach, przyrównując obraz do nowel "Dekalogu" Krzysztofa Kieślowskiego. Polacy nie wyłamali się z szeregu. Barbara Hollender, krytyk "Rzeczpospolitej" napisała w relacji z canneńskiej premiery: "Film, który na początku sprawia wrażenie zapisu obsesji, zamienia się w piękną opowieść o miłości do kobiety, która, choć dość pospolita, jest niedościgłym marzeniem. Ale to również opowieść o lęku, samotności, tęsknocie i pragnieniach, które nigdy się nie spełnią". Wtórował jej Tadeusz Sobolewski, który na łamach "Gazety Wyborczej" odnotował: "Cztery noce z Anną” to przejmujące wyznanie samotności - ale zarazem piękna metafora kina, które przynosi spełnienie pragnień inną drogą.

s4

Skolimowskiego zainspirowała historia przeczytana w gazecie. Scenariusz napisał wspólnie z Ewą Piaskowską, z którą spotkał się na planie filmu Juliana Schnabla "Zanim zapadnie noc" (2000). „Zrobiłem film, jaki chciałem. Jestem odpowiedzialny za każdą sekundę, za każdy element, który się w nim pojawił. To dobre, ożywcze uczucie. Tak chciałem” – w ten sposób o swoim najnowszym obrazie mówi Jerzy Skolimowski. „Cztery noce z Anną” to film niezwykły. Miłość, o której mówi Skolimowski – mistrz niuansu i intymistyki – w swym najnowszym filmie, jest, a może raczej sprawia wrażenie, obsesyjnej i mrocznej. Paradoksalnie zaś okazuje się delikatna, czysta i drogocenna. Dzięki temu, że reżyser nie bał się zadać sobie i widzom trudnych pytań o naturę miłości, o współczesny świat, w którym emocjonalnie ludzie są od siebie coraz bardziej oddaleni, o to, gdzie leżą granice „normalnych” uczuć - film jest śmiały, odważny i na długo zapada w pamięć. „Jeden z najpiękniejszych filmów festiwalu w Cannes... cronenbergowski klimat – połączenie szaleństwa z zegarmistrzowską precyzją. (…) Skolimowski gra z widzem w kotka i myszkę. Buduje nastrój czarnego kryminału, żeby przeprowadzić dowód niewinności. Opowiada historię miłości najczystszej, ale niemożliwej do spełnienia” – pisał w „Gazecie Wyborczej” Tadeusz Sobolewski. Film otwierał prestiżowy przegląd „Piętnastu reżyserów” na tegorocznym festiwalu w Cannes. Obecni na pokazie Jerzy Skolimowski oraz Artur Steranko zostali nagrodzeni kilkuminutową owacją na stojąco. Na zakończonym niedawno 33 Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni film zdobył nagrodę za scenografię, dźwięk oraz specjalne wyróżnienie dla Jerzego Skolimowskiego.

s5

Mistrz swój poprzedni film nakręcił siedemnaście lat temu. "30 Door Key" (1991) to kontrowersyjne adaptacja "Ferdydurke" Witolda Gombrowicza. I sam autor nie uważa tego obrazu za udany. W filmie obok czołówki polskich aktorów – Tadeusz Łomnicki, Beata Tyszkiewicz, Artur Żmijewski, Kalina Jędrusik – pojawili się także aktorzy francuscy, brytyjscy i amerykańscy.  Było to możliwe bowiem w chwili realizacji "Ferdydurke" Skolimowski od ponad dwudziestu lat mieszkał na Zachodzie. Jak wspomniałem wyżej reżyser pożegnał się z Polską pod koniec lat 60., w atmosferze skandalu związanego z filmem "Ręce do góry".

s6

Wspomniany dramat został ukończony w 1967 roku. Świetną kreację stworzył w nim Bogumił Kobiela. Doskonale partnerowali mu Łomnickim i Adam Hanuszkiewicz, a także sam Skolimowski. Obraz nie spodobał się jednak ówczesnym władzom. Między innymi z powodu słynnej dziś sceny z plakatem Stalina, na którym dyktator ma dwie pary oczu. Film został odłożony na półki, gdzie przeleżał na czternaście lat, a Skolimowski wyjechał z kraju. Brak pokory i chęć eksperymentowania charakteryzowały reżysera od wczesnych lat młodzieńczych. Kiedy miał dwadzieścia kilka lat napisał scenariusz najbardziej niezwykłego filmu w dorobku Andrzeja Wajdy, jazzowego, kameralnego dramatu "Niewinni czarodzieje" (1960). W dziele tym dał również popis swoich umiejętności bokserskich. Skolimowski współpracował także z Romanem Polańskim przy scenariuszu debiutanckiego filmu tego ostatniego, czyli nominowanego do Oscara "Noża w wodzie" (1961).

s7

Sam Skolimowski zadebiutował w 1964 roku "Rysopisem". Reżyser wystąpił także w roli Andrzeja Leszczyca, młodego, wrażliwego mężczyzny, który nie potrafi odnaleźć się w otaczającej go rzeczywistości. "Rysopis" został zmontowany ze etiud nakręconych w czasie studiów w łódzkiej Szkole Filmowej. Film doskonale trafiał w gusta ówczesnej publiczności zauroczonej estetyką francuskiej Nowej Fali. Reżyser został uhonorowany nagrodą Klubu Krytyki Filmowej SDP oraz nagrodą na Festiwalu Filmów PWSTiF w Warszawie. Otrzymał także Grand Prix na festiwalu w Arnhem. Skolimowski pojawił się w roli Leszczyca w swoich kolejnych filmach "Walkower" (1965) i "Ręce do góry". A między tymi dwoma obrazami zrealizował także dramat psychologiczny "Bariera" (1966), doskonale przyjęty na festiwalach w Bergamo i Valladolid. Kłopoty z polską cenzurą i sukcesy na międzynarodowych festiwalach sprawiły, że emigracja wydawała się dobrym pomysłem.

s8

Jeszcze w 1967 roku Skolimowski otrzymał berlińskiego Złotego Niedźwiedzia za dramat "Start". Obrazy kręcone już na emigracji, między innymi "Krzyk" (1978), "Fucha" (1982) i "Latarniowiec" (1985), zdobywały przychylność jurorów na festiwalach w Cannes i Wenecji. Realizacja filmów, mimo że pojawiały się w nich sławy światowego kina – John Hurt, Jeremy Irons, Robert Duvall – sprawiała reżyserowi coraz mniejszą przyjemność. Chłodne przyjęcie "Ferdydurke", a przede wszystkim świadomość utraty autorskiej swobody sprawiły, że Skolimowski pożegnał się z reżyserskim stołkiem, choć nie z pracą na planie filmowym. W latach 90. grał u Tima Burtona ("Marsjanie atakują!" 1996) i Mikiego Kaurismaki ("Los Angeles bez mapy" 1998), a ostatnio wystąpił u Davida Cronenberga w "Eastern Promises" (2007).

s9

I co w tym wszystkim najważniejsze, twórca nigdy nie zapomniał o Polsce, mimo że zachodni reżyserzy, jak choćby Taylor Hackford, widzieli w nim oficera KGB – jako pułkownik Czajko, Skolimowski dbał o bezpieczeństwo baletmistrza-dezertera Nikolaia Rodczenko (Michaił Barysznikow) w "Białych nocach" (1985). Jeszcze w latach 70. wystąpił w epizodzie w nagradzanym filmie Jana Łomnickiego "Poślizg". Na początku lat 90. był producentem polsko-brytyjskiego, debiutanckiego filmu swoich synów, Jerzego i Michała, zatytułowanego "Motyw cienia". A w 1999 roku wcielił się w szefa CIA w filmie Władysława Pasikowskiego "Operacja Samum". Jak sam zauważył w rozmowie z Hollender: "W Anglii zawsze byłem »bloody foreigner«, w Malibu – »resident alien«. Polska jest jedynym krajem, który mnie choć trochę interesuje i gdzie czuję na sobie odpowiedzialność". Dlatego też powrócił do kraju, by na Mazurach nakręcić kameralną historię miłosną. A w planach ma kolejne intymne dzieła. Pracuje nad nimi w swojej mazurskiej leśniczówce.


Ryszard Zaprzałka
PS. Przy pisaniu tego tekstu korzystałem z informacji publikowanych w portalach internetowych, m.in. Onet.pl


foto by Maciej Zaprzałka



wtorek, 04 listopada 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> MACIEJ STUHR – część I

    Był kolejnym gościem Łukasza Maciejewskiego w cieszącym się ogromnym zainteresowaniem cyklu spotkań filmowych w Centrum Sztuki Mościce. Ostatnie z nich miało mi

  • -> Maciej Stuhr - część II

    Piotr Guszkowski: Rola w "Obławie" Marcina Krzyształowicza opowiadającej o ponurej rzeczywistości okupacyjnej. Długo oczekiwane „Pokłosie” Władysła

  • -> Łukasz Maciejewski

    Zawsze pamiętam że jestem z Tarnowa. To punkt odniesienia dla wszystkich moich podróży. Filmoznawca, krytyk filmowy i teatralny. Prominentny Obywatel Tarnowskie

Komentarze
Gość: , *.is.net.pl
2008/11/05 14:16:47
***malarstwo sKOLIMOWSAKIEGO jest tyle warte co NIC szkoda tylko tych połaci lnianego materiału... - dziwne że Zaprzałka takie peany pisze a może tak ma być?.***


Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -