Blog > Komentarze do wpisu

-> Tako rzecze Pape Samba Ba

Maks Fila na naszych łamach po raz pierwszy….

Jakiś czas temu Janusz Korwin - Mikke opublikował felieton, w którym sytuację współczesnych kibiców piłkarskich porównywał do położenia Żydów za panowania Hitlera.
"Żydzi są potrzebni – pisał, – bo w razie potrzeby można zwalić wszystko na Żydów. Żydzi są potrzebni, – bo Żyd jest, jak wiadomo, inny".
A następnie pytał, gdzie obecnie znaleźć chłopców do rytualnego bicia dla prostych ludzi, którzy Żyda widzą wyłącznie w telewizorze. I odpowiadał – takim idealnym obiektem są od ładnych paru lat kibice piłkarscy (a ściślej: "pseudokibice").
Korwin - Mikke – jak wszyscy dobrze wiedzą – jest oszołomem i nie należy brać jego słów poważnie, zwłaszcza, gdy nawiązuje do III Rzeszy. Takie nawiązanie ucina dyskurs, co czasem jest dla adwersarza jedyną szansą ratunku. Wie o tym coś Sergiusz Wolski, który wdał się (a raczej: próbował się wdać, dopóki aluzja do hitlerowskiego państwa nie pozwoliła mu honorowo zamilknąć) z Korwinem – Mikke w polemikę na temat skutków Traktatu Lizbońskiego. Oszołomem można być, ba, czasem, jak pokazuje najnowsza historia, wypada, ale pod warunkiem, że umie się wypowiadać w sposób "politycznie poprawny."
W temacie kibiców piłkarskich, poprawny sposób wypowiadania się został ukształtowany przez lata, a teraz – jedynej słusznej linii konsekwentnie trzyma się ogół mediów, pod auspicjami tych najbardziej potężnych i opiniotwórczych, które zresztą tematykę kibicowską wręcz kochają – czyli "Gazety Wyborczej" i TVN-u. Lata propagandy, dla której kibice, niewątpliwie, zrobili ze swej strony niemało, sprawiły, że można o nich powiedzieć bądź napisać w zasadzie wszystko, bez najmniejszej obawy napotkania na jakąś wątpliwość szarego widza lub czytelnika. Powiedzieć – ale w ramach poprawności, ujmującej środowisko kibicowskie jako problem, który należy rozwiązać.


W ostatnich dniach, temat kibiców jest bardzo medialny, na co złożyło się wiele czynników – począwszy od zachowania ich samych, na zbliżającym się Euro skończywszy.
Tuż po zabójstwie kibica w Radzionkowie, kolega opowiedział mi o porannym programie w jednej ze stacji (pytanie za sto punktów; w jakiej?), w którym mądre głowy po raz kolejny rozwałkowywały specyfikę najpopularniejszej współcześnie subkultury. Widzowie – rzekomo – dowiedzieli się wszystkiego o tak zwanych "ustawkach". Że kibole dzielą się hierarchicznie, na tak zwanych "bossów" i "ziomali", a w Internecie prowadzą szczegółowe statystyki bójek. Wysoki rangą funkcjonariusz miał zapewnić, że policja kontroluje, zarówno te strony, jak i same ustawki, których stoczono już zresztą ponad jedenaście tysięcy.
Byłem pewien, że kolega się przesłyszał, ale wątek tego programu został poruszony tu i ówdzie na tematycznych forach. Statystyki "ustawek", jak i terminologia, o której zaangażowani w ruch kibicowski usłyszeli po raz pierwszy, zostały wywiedzione z popularnej gry on-line. Komuś to przeszkadzało? Oczywiście – nie. Bo o kibicach można powiedzieć wszystko. Wypada się tylko cieszyć, że policja problem "monitoruje".
To, że kibice się biją i zabijają – wiemy od lat i w zasadzie nikogo to już nie wzrusza, a już na pewno nie dziwi. W ostatnich tygodniach na tapecie znalazł się jednak inny problem, nie nowy wprawdzie, ale jeszcze nieprezentowany na taką skalę – polscy kibice to rasiści.
"Kibole Lechii Gdańsk udawali małpy" – krzyczy wielkimi literami pierwsza strona dodatku sportowego "Wyborczej" z 28 kwietnia. Jest to najważniejsza informacja po weekendzie w którym Legia pokonała Wisłę w meczu na szczycie piłkarskiej ekstraklasy, Kubica zajął czwarte miejsce w wyścigu Formuły 1, a Gollob wygrał inauguracyjną żużlową Grand Prix. Na drugoligowym meczu między Wartą Poznań a Lechią, przyjezdni kibice zaczęli naśladować odgłosy wydawane przez małpy, gdy na boisko – w barwach gospodarzy – wszedł czarnoskóry piłkarz, nota bene rodowity poznaniak – niejaki Ngamayama (nomen, nie zawsze, omen).
Kierownictwo Lechii broniło się rozpaczliwie, że deprymowano w ten sposób innego piłkarza Warty, odkąd brutalnie sfaulował gdańskiego zawodnika. Potwierdzali to również (nie zaprzeczając przy tym buczeniu na Murzyna) kibice Lechii – okrzyki były początkowo kierowane "do rudego" (czyli niejakiego Damiana Pawlaka). Cóż, na rudego można buczeć do woli, na Czarnego – już nie. Opętane walką o równość i tolerancję media, chcąc nie chcąc, same sankcjonują, że tylko niekiedy "coś jest na rzeczy".
Rozpoczęła się, więc analiza, na kogo buczeli, jak buczeli (opinii biegłego zoologa ostatecznie nie zasięgnięto), która skończyła się ukaraniem Lechii i pokornym zapewnieniem kierownictwa klubu, że w ramach posypania głowy popiołem sprowadzi do klubu czarnoskórego piłkarza.
Żeby zachować obiektywizm, należy podkreślić, że kibice Lechii święci nie są i nigdy nie byli, a ich uwielbienie dla Hessa, chciałbym uznać za idiotyczną prowokację i – godne potępienia – silenie się na skrajny ekscentryzm. Sama afera z udawaniem małp, została jednak znów sztucznie nadmuchana i jako antyrasistowska akcja, przynosi – dalekosiężnie – więcej szkód niż pożytku dla idei tolerancji. Bo rodzi opór.
Zaledwie tydzień później, mój ojciec, zagorzały fan żużla, rozpoczął lekturę prasy, od przejrzenia dodatku sportowego "Wyborczej", nie znajdując ani wzmianki o ostatniej kolejce ekstraligi.
– Pewnie jakiegoś Murzyna znów obrazili – zażartowałem – i zabrakło miejsca...
Głupi żart. Chwilę później dostrzegłem wielki tytuł na pierwszej stronie: "Polscy kibice to rasiści".
Tym razem to nie konstatacja "Wyborczej". "Tak mówi Senegalczyk Pape Samba Ba" – przeczytałem. I znów to samo, buczenie, udawanie małp, tym razem w Katowicach. Samba Ba jednak nie wytrzymał i pokazał kibicom gest Kozakiewicza, za co został wyrzucony z boiska.
– Czerwona kartka miała podłoże rasistowskie – stwierdził trener Odry Opole, klubu Senegalczyka, Andrzej – nomen omen – Prawda.
Katowiccy działacze schylili głowy i zapowiedzieli, że po tym incydencie chcą sprowadzić Pape Samba Ba do swojego klubu. W ten sposób udawanie małp, po raz drugi w ciągu tygodnia, stało się impulsem dla polityki transferowej.
To nie jedyne rasistowskie incydenty z ostatnich tygodni – uwagi "Wyborczej" nie mogło oczywiście ujść, że piłkarz ŁKS-u, niejaki Arkadiusz Mysona, paradował po derby Łodzi w koszulce z napisem "Śmierć żydzewskiej kurwie". Antysemityzmem zgrzeszyli też kibole Widzewa, prezentując transparent z gwiazdą Dawida (wpisaną w skrót "ŁKS" – gwoli ścisłości, Żydzi byli założycielami tego klubu). Gwiazda Dawida, jak i jakiekolwiek nawiązanie do Żydów, zawsze będą na polskich stadionach uznawane za antysemickie, a przez to zakazane, podobnie jak swastyka. Niekiedy jest to zasadne (niestety), częściej jednak nagonka na rzekomy "antysemityzm" trafia zupełnie w próżnie. Bo jak pisał cytowany już Korwin - Mikke, Żydów w Polsce – niestety – jak na lekarstwo, więc obiektem ataków być nie mogą.
Sprowadzanie słusznej skądinąd idei do absurdu skomentowali niegdyś trafnie kibice krakowskiej Wisły, wywieszając transparent "Karp pod żydowsku", a tuż pod nim spodziewany komentarz "Och, och, rasistowski napis". Cóż – stadionowe wyzwiska są rozmaite, i w tej sferze jeszcze przez lata wiele się nie zmieni, (choć bluzgi coraz częściej są uznawane przez samych kibiców za niepożądaną "napinkę"), ale dziwnym trafem nikt jeszcze nie zareagował – przykładowo – na ubliżanie kibicom z Przemyśla czy Rzeszowa od "Ukraińców". Może po prostu uznaje się, że w "Ukraińcu" nie ma nic obraźliwego.
Strach pomyśleć, jak zareaguje Wyborcza, gdy poweźmie z jakichś źródeł (niewątpliwie tajnych) wiadomość, że jedna z bojówek kibiców Cracovii zwie się "Jude Gang" (ciekawostka: w angielskim reportażu o polskich kibicach, mówiono sporo o Krakowie, bojówkach Cracovii, ale zupełnie pominięto ten fakt).
Cóż – trzeba przyznać, że grunt pod kolejny skandal został stworzony, a ten musiał naturalnie wybuchnąć. Bo Euro już za niespełna miesiąc. Bo media muszą mieć jakiś obiekt rytualnych ataków. Bo rozszczepienie to jeden z najważniejszych mechanizmów obronnych dla szarego człowieka, próbującego ogarnąć świat. Bo polscy kibice to rasiści – jak rzecze Pape Samba Ba.
Skandal wybuchnął – jak na ironię – w wielokulturowym Białymstoku. Podczas meczu tamtejszej Jagiellonii z Legią Warszawa, na płocie okalającym stadion zawisł transparent następującej treści: "Roger nigdy nie będziesz Polakiem".
Reakcja mediów? – przewidywalna. "Rasistowski transparent", "nie chcą w kadrze naszego roddaka" (sic!).
Przypomnijmy. Brazylijczyk Roger Guerreiro otrzymał niedawno, w błysku fleszy, polski paszport od prezydenta Kaczyńskiego. Otrzymał go w specjalnym, przyspieszonym trybie, a głównym powodem było kompletowanie kadry do zbliżających się Mistrzostw Europy i fakt, że Roger wpadł w oko polskiemu selekcjonerowi. Przyznanie Brazylijczykowi polskiego obywatelstwa wywołało – delikatnie ujmując – kontrowersje. Mecze reprezentacji (z nazwy: narodowych) są ostatnim bastionem sportu na wysokim poziomie, gdzie wielkie pieniądze nie decydują (jeszcze!) o wszystkim. Gdzie składu nie kompletuje się kupując najlepszych. Gdzie gra jest – przynajmniej teoretycznie – celem samym w sobie, a nie etapem kariery. Przeciwnicy naturalizacji Brazylijczyka argumentują też, że jest wiele osób, które choć czują się Polakami, mówią tym językiem, mają polskie korzenie, nie są w stanie uzyskać obywatelstwa nawet w zwykłym, wyboistym trybie. A przecież prawo do równego traktowania przez władze publiczne jest gwarantowane konstytucyjnie.
Roger będzie drugim naturalizowanym "Polakiem", występującym w naszej kadrze. Pierwszym, jak wszyscy pewnie pamiętają, był Emmanuel Olisadebe. Czarny w koszulce z orzełkiem był zjawiskiem na tyle egzotycznym, że wywołującym sympatię. Cóż – polskiej kadrze nie groziło raczej "globalne ocieplenie" – jak skomentowano żartobliwie na jednej ze stron internetowych, ilustrowane zdjęciami, wyparcie Białych z kadry Francji w ciągu pięćdziesięciu lat.
Przygoda "Olego" z Polską skończyła się dość szybko. Nie ujmując nic jego poważnym zasługom dla reprezentacji, w pewnym momencie zwyczajnie się od niej odwrócił, bo przestała mu być potrzebna. Już nie była trampoliną dla dalszej kariery w markowych klubach Europy. Zaczął więc – dosłownie i w przenośni – udawać Greka, a obecnie gra w Chinach i raczej nie utrwala swej "polskości". A kibice – nauczeni doświadczeniem – stali się bardziej nieufni.
"Rasistowski" transparent kibiców Jagiellonii – ujmując "polskość" w kategoriach przynależności narodowej, a nie obywatelstwa – nie oznajmił niczego nieprawdziwego. Roger jest i będzie polskim obywatelem. Członkiem polskiego narodu nie będzie już nigdy, pomimo gry w narodowej – nomen, nie zawsze omen – reprezentacji.
Gwoli ścisłości – nie był to pierwszy transparent tej treści na polskich stadionach, ale sama "informacja" przeszła jeszcze niezauważona. Dopiero stylizowane na krzyż celtycki "o" w słowie "Polak" uzmysłowiło mediom, że Rogera nie chcą w kadrze rasiści i naziści. Ale – pamiętając słowa Pape Samba Ba – wiemy już, że w sumie na jedno wychodzi.
Krzyż celtycki jest symbolem znanym wielu kulturom, jest też oficjalnie uznany jako forma krzyża chrześcijańskiego (interpretowany jako – między innymi – aureola Chrystusa i eucharystia).
Oczywiście – kibice, oznajmiający Brazylijczykowi, że nie będzie Polakiem, nie nawiązywali do aureoli Chrystusa. W Polsce (także w innych krajach) krzyż celtycki jest popularny wśród ugrupowań nacjonalistycznych i faszyzujących jako symbol oporu. Na polskich stadionach jest – w myśl "prawa" opracowanego przez "Nigdy Więcej" – zakazany na równi ze swastyką i nawiązaniem do Żydów.
Od transparentu odcięło się stanowczo Stowarzyszenie Sympatyków Jagiellonii Białystok, jedno z najbardziej aktywnych w kraju, przy okazji zaprzestając dalszej działalności. Reszta kibicowskiego światka na ogół popiera przesłanie transparentu i zapowiada, że podobne w treści, ale już bez zakazanych symboli, zawisną na innych stadionach.
Roger z kolei ubolewa nad zdarzeniem z Białegostoku i twierdzi, że zrobi wszystko, by przekonać do siebie kibiców. W jaki sposób? Zacznie pielęgnować swą – uzyskaną w nadzwyczajnym trybie – "polskość"?
Nie, on chce przekonać kibiców dobrą grą.
Naturalnie – tuż po uzyskaniu obywatelstwa – posypały się oferty dla Rogera. Dadzą za Polaka 4,5 mln euro! – Tytułuje swój artykuł Interia. Wypada się tylko cieszyć, że polskość jest w cenie.
A poeta* skamle nie wiedzieć, czemu, że urodził się na tej długości i szerokości geograficznej, przez co wylosował Polskę:
"w pokerze po takim rozdaniu
mówi się pas" – pisze.
Jak widać, myli się i to bardzo. Polska bywa dla niektórych szczęśliwym losem, choć urodzili się na zupełnie innej szerokości.

* P. Macierzyński


Maks Fila



sobota, 29 listopada 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P

Komentarze
Gość: C. B. K., *.star.net.pl
2008/12/01 10:47:19
Dobre! Prosimy o więcej :)


Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -