Blog > Komentarze do wpisu

-> Ma pan kalafiora w dupie… czyli jak nie mówić o śmierci

Niestety, zdarzają się lekarze na onkologii, którzy stawiają osłupiałemu pacjentowi taką diagnozę. Albo mówią: jak ma pana nie boleć, jak ma pan raka stąd - przesuwa ręką na wysokości szyi - dotąd - klepie się w pępek – opowiada jeden z lekarzy prowadzący warsztaty dla studentów medycyny. - Boże, żeby tak nie skończyć! - mówi Ania z IV roku wydziału lekarskiego, modny szal, fioletowe pantofelki, widziała już śmierć. Tej nocy w warszawskim szpitalu nie zapomni nigdy. Pacjent po siedemdziesiątce z przerzutami do mózgu poprzedniego dnia mocno pobudzony rzucał przedmiotami, teraz leży spokojnie. Pielęgniarki widzą, że coś nie tak. Szybko przewożą go do izolatki, zamykają drzwi. - Poczekajmy, aż umrze, to go umyjemy - decydują. - Tak nie może być. Najgorsze to umierać w samotności - dziewczyna idzie do izolatki, siada przy starszym panu, odmawia różaniec. - Młoda jest, kiedyś jej przejdzie - z pobłażaniem komentują pielęgniarki. Ania: - Nie chcę, żeby mi przeszło!


Ja śmierci nie ogarniam

Październikowy ranek 2008 r., studenci medycyny i pielęgniarstwa - ok. 50 osób - siadają w kółku i zaczynają warsztaty: Jak rozmawiać o śmierci?

Krajowy duszpasterz hospicjów ks. Piotr Krakowiak pyta o ich doświadczenia. Idzie opornie, ale każda kolejna osoba się przełamuje. Zaczynają mówić, ocierają łzy.

Paweł, V rok: Mój przyjaciel miał 26 lat. Wpadł pod samochód. Lekarz stwierdził śmierć mózgu, trzeba było wyjąć wtyczkę. Czułem gniew.

Julka, II rok: Ciocia od 18 lat walczyła z nowotworem. Nie radziła sobie z potrzebami fizjologicznymi. Byłem bezsilny. Nie wiedziałam nawet, jak mówić o tej śmierci, co ją czeka?

Iza, II rok: Nie ogarniam śmierci zupełnie. Koleżanka z klasy zemdlała, zabrało ją pogotowie. Rozległy zawał. Ale jak to? 19 lat i zawał? Po dziesięciu dniach po prostu umarła. Byłam na pogrzebie, ale do dziś to do mnie nie dociera

Ania, II rok: Przeżyłam śmierć brata i taty. Stoję nad łóżkiem, a tato patrzy oczami pełnymi strachu i mówi: "Boję się, że z tego nie wyjdę". Ja też się boję. Boję się, że kiedyś stanę przy łóżku pacjenta i zobaczę te same oczy. Ale pamiętam też ostatni oddech brata i jego pogodny uśmiech.

Być przy chorym to...

Człowiek, który dowiaduje się, że ma umrzeć, przechodzi najpierw szok i zaprzecza - "to nie może być prawda". Potem jest gniew - "dlaczego właśnie ja, a nie ten z czwartego piętra, co tłucze żonę?". Negocjuje z losem, Bogiem - "będę się modlił i przestrzegał diety, bylebym dożył ślubu córki". Na końcu przychodzi depresja i czasem akceptacja.

Doktor Iwanowska mówi studentom, że nie wystarczy mieć dla chorego czas, bo to jeszcze musi być czas wysokiej jakości, z wyłączoną komórką, w oddzielnym pomieszczeniu.

 - Najpierw decyduję się na "strzał ostrzegawczy". Mówię choremu: "Wydaje mi się, że to poważna sprawa". Ale lepszym słowem niż "rak" jest "złośliwa postać choroby". Bardzo ważne, by dać nadzieję, ale taką prawdziwą, z pokryciem: "Będziemy się panem opiekować". Nie można powiedzieć tej trudnej prawdy i dodać: "To ja idę na urlop, jak wrócę za dwa tygodnie, to pogadamy". Trzeba być naturalnym, mówić prawdę, ale unikać bezmyślnej szczerości. Przekazywać mu tyle informacji, ile potrzebuje, i mówić zrozumiałym językiem. Pamiętać o kontakcie wzrokowym, nie obawiać się dotyku - podania ręki, podtrzymania za ramię.

I lekarz musi słuchać. Gdy pacjent np. pyta: "Co dalej?", nie wolno odpowiedzieć: "Zostało panu sześć tygodni życia, niech pan pisze testament". Trzeba zapytać: "Co pan ma na myśli?", bo być może on pyta, czy może wyjść na przepustkę na tydzień.

Przed oczami obraz Basi

Ksiądz dr Piotr Krakowiak: - Studiowałem teologię i psychologię, dostałem pierwszą pracę - kapelana w hospicjum. Basia była moją rówieśniczką: piękna, utalentowana, skończyła prawo z wyróżnieniem. Umierała na raka kości. Bolał ją każdy ruch. Myślałem, że wszystko wiem o cierpieniu - że uszlachetnia, że to piękny krzyż. Poszedłem ją pouczać, tak jak mnie uczono, wziąłem ją za rękę. Wtedy Basia powiedziała słowa dla mnie zbawienne: "- Co ty sobie do cholery myślisz? Za co ten twój Bóg mnie karze? Czy za to, że byłam wolontariuszką, kiedy wszyscy chodzili na imprezy? Czy za to, że z chłopakiem chcieliśmy - po bożemu - zaczekać do ślubu?".

Cała moja wiedza legła w gruzach. Wasza też będzie musiała skapitulować. - Nie ma gotowych odpowiedzi - uprzedza ks. Krakowiak. I zachęca, by nie bali się przełamywać stereotyp, że to nieprofesjonalne uklęknąć i modlić się przy umierającym: - Zwróćcie się do przerażonego człowieka po imieniu, niech nie będzie dla was "ostrym brzuchem z przerzutami".

Pewnie nie wiecie, że lekarze to grupa zawodowa po studiach, w której jest największy odsetek alkoholików, narkomanów, samobójców. Jeżeli twój partner życiowy mówi: "O nie, nie będziesz mi szpitala w domu robić", to zaczniesz na ten temat pić. Musicie się nauczyć żyć i radzić ze swoimi emocjami. Płacz to nie jest objaw słabości, ale wrażliwości.

Po zajęciach z księdzem podchodzi do mnie Ania, ta studentka od różańca w izolatce: - Proszę napisać, że nam takie zajęcia są bardzo potrzebne. Mamy psychologię i psychoterapię, ale tych tematów program nie obejmuje. Na oddziale też nas tego nie nauczą. Rozmowa z ciężko chorym pacjentem ogranicza się do wywiadów. Albo umiejętność rozmowy wynosi się z domu, albo nie. Dajcie studentom rozmowy o umieraniu.


Joanna Klimowicz
źródło: Gazeta Wyborcza



poniedziałek, 03 listopada 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -