Blog > Komentarze do wpisu

-> Bluesowy Chrystus, czyli sam bez ciebie na pustym niebie…

Brał i dawał. Przetwarzał i tworzył. Kroczył ścieżką wydeptaną przez innych, lecz zawsze była to jego ścieżka. Przemawiał dobrze znanym, uniwersalnym, globalnym językiem muzycznym - który dzięki niemu stał się nasz polski. Dzięki niemu Dżem stał się czymś więcej niż polskim odpowiednikiem The Rolling Stones, The Doors i Led Zeppelin, a on sam kimś więcej niż narodowym Mickiem Jaggerem, Robertem Plantem a także - niestety - Jimem Morrisonem w jednej postaci. Tym wokalistą był i ciągle jest - bo przecież wielcy artyści nigdy nie odchodzą, nigdy nie umierają - Ryszard Riedel. W hołdzie temu charyzmatycznemu artyście znany tarnowski muzyk Wojciech Klich organizuje co roku, zawsze w przededniu 1 listopada w piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury słynne „Zaduszki Dżemowe”. W tym roku była to już 15. ich edycja. I tak, jak i poprzednie ta jubileuszowa ich edycja stała się wydarzeniem artystycznym. Jak wszystkie wcześniej poświęcone zostały nieżyjącym muzykom, w tym roku w dużej części poświęcone zostały Markowi Grechucie. Jego najważniejsze utwory zaprezentował Wojtek Klich wraz z zaproszonymi gośćmi. A tę muzyczną konfraternię w tym roku tworzyli: Stanisław Migała (gitary), Jerzy Drobot (bas), Bartłomiej Rojek (perkusja). Podczas tego unikalnego koncertu usłyszeliśmy także utwory m.in. Jimiego Hendrixa, Johna Lennona, Georgea Harissona, Roberta Palmera, Boba Marleya, Elvisa Presleya, Roya Orbison, Dżemu, Krzysztofa Klenczona, Tadeusza Nalepy i Kabaretu Starszych Panów. Przy tej jubileuszowej okazji przypomnijmy, iż „Zaduszki Dżemowe” w TCK organizowane są od 1994 roku i do tej pory wystąpili na nich m.in.: Jerzy Styczyński (Dżem), Adam Otręba (Dżem), Sebastian Riedel, Marek Piekarczyk (TSA), Krzysztof „Zalef” Zalewski, Jacek Dewódzki (ex. Dżem), Piotr Lubertowicz, Maciej Maleńczuk, Liam McMurray (Irlandia). Czas też najwyższy zmienić miejsce imprezy, bowiem w ciasnych aczkolwiek bardzo klimatycznych piwnicach TCK zmieścić się może co najwyżej sto kilkadziesiąt osób, a chętnych do uczestnictwa w tych „muzycznych dziadach” z roku na rok przybywa. Nie może być tak, żeby to jedyne w swoim rodzaju wydarzenie muzyczne, o którym głośno w całym kraju było dostępne tylko wybranej, wąskiej grupie osób.


zd

Czy przyjmiesz mnie mój Boże, kiedy odejść przyjdzie czas?
Czy podasz mi swą rękę, a może będziesz się bał?

                                              Dżem


Olbrzymi głos o ciemnej barwie, głos - co zupełnie niesamowite - jednocześnie aksamitny i szorstki, niezwykle sugestywne interpretacje utrzymane w na pozór przerysowanej manierze, która stała się wyrazistym stylem. Takich wokalistów jak ON znajdzie się - w skali światowej, bo polska tu za wąska - jeszcze kilku, ale z wyszukaniem równie wielkich osobowości scenicznych już mogą być kłopoty. Charakterystyczne, niemalże zmitologizowane powitanie publiczności Sie macie ludzie! , długie zlepione włosy, nierzadko broda, znoszone dżinsy, przepocona koszulka, trampki albo kowbojskie buty, no i jeszcze kapelusz na głowie… Charakterystyczne, jakby epileptyczne ruchy nie do podrobienia. Trans. Dopracowany spektakl, w którym nic nie jest wyćwiczone. Jak nikt inny potrafi wyrazić egzystencjalny ból, jak nikt inny potrafi wyśpiewać to wszystko, co przeżył - a przeżył bardzo wiele, łącznie z oglądaniem świata od tamtej strony krat, i łącznie z zatopieniem się w najstraszliwszym nałogu. Kolejny rockowy poeta przeklęty. Ostatnie dziecko-kwiat naszych czasów - i świadom tego że ostatnie… Hippisowski bard, hippisowski guru. Do wywołania aplauzu wystarczyło samo jego pojawienie się na scenie. Posiadacz charyzmy wybranych, charyzmy dotkniętych palcem Boga. Król improwizowanych dialogów z publicznością. To showman bez cienia prozy. To aktor, który nie grał. To kapłan odprawiający rockowe msze.

Riedel był i jest gwiazdą - taką gwiazdą, jaka musi świecić w każdym wybitnym zespole, a więc również w Dżemie - ale nie był liderem. Lidera brakowało a raczej było ich wielu. To nie frazes. Jerzy Styczyński stał się przecież z biegiem lat jedną z pierwszych gitar Rzeczypospolitej - niepohamowana chęć grania, niezwykłe godzenie rockowego chrzanu z rockowym miodem. Adama Otrębę z zerowym ryzykiem błędu można nazwać mistrzem gitarowych podkładów (co nie znaczy, że artysta unika klarownych i przejrzystych solówek). Paweł Berger gra na instrumentach klawiszowych nierzadko ,,perkusyjnie", wręcz siłowo, ale przy tym delikatnie i finezyjnie, udowadniając, że te przeciwstawne sposoby gry można nie tylko pogodzić, ale stopić w klarowną całość - co dodatkowo dodaje Dżemowi własnego smaku. Natomiast basista Beno Otręba to wzór rzetelności, rzemiosła najwyższej próby. Beno Otręba nadaje zespołowi napęd i puls. Paweł Berger i Adam Otręba przydają sma(cz)ku. A Jerzy Styczyński zapewnia rozmach. Charyzma Ryszarda Riedla wspierała się więc na wyjątkowym fundamencie. Powstał unikalny, świeży, jedyny w swoim rodzaju koktajl, w którym pełne straceńczej melancholii teksty wokalisty i pełna witalności gra instrumentalistów nie tylko nie kłóciły się, ale zadziwiająco dopełniały. Koktajl wielosmakowy, lecz o niemal stałej konsystencji. Bo zmieniali się praktycznie jedynie perkusiści…

…Aż do dnia, w którym pękło niebo i został sam fundament.

Może się wydawać, że żywot rockowych gwiazd - nawet w Polsce - to pasmo przyjemności. Że jeśli tylko gra się wspaniałą, akceptowaną i kochaną muzykę - świat łasi się do kolan i główny problem polega na przebieraniu w urokach życia. No i cóż to za życie - usłane różami, wyściełane miłością fanów, których aplauz powoduje, iż praca staje się jeszcze łatwiejsza. I czasami chyba rzeczywiście bywa podobnie. Ale bywa i inaczej. Można uwieść publiczność, przez lata dochować się całego zastępu wiernych do krwi fanów, można wybudować sobie cokół pod pomnik, można jeszcze złamać kilka barier pod rząd - a jednocześnie rzadko zaznawać należnych słodyczy, ciągle zmagać się z szarymi, a nawet czarnymi kłopotami, aż wreszcie stanąć twarzą w twarz z tragedią, i to największą... Paradoks ? Nie jedyny w dziejach zespołu Dżem. Lista paradoksów, lista dotyczących Dżemu niesamowitości jest znacznie dłuższa. Lista ta zaczyna się oczywiście od spraw artystycznych. Mówiąc najkrócej - Dżem funduje niebywałą podróż muzycznym wehikułem czasu. Nie jest zespołem poszukującym. Nie stara się wymyślić prochu. Nie zabiega o oryginalność. Nie nadstawia ucha na nowinki, nie koryguje swego kursu wedle mód. Inspiruje się tym, co stworzyli wielcy - The Allman Brothers Band, Lynyrd Skynyrd, Free; i najwięksi - The Rolling Stones, The Doors, Led Zeppelin. Ale członkowie grupy nie są przecież kopistami. Po prostu konsekwentnie grają swoje wybierając z rockowej skarbnicy, to co lubią, i to co przystaje do ich stylu. A przystają rozmaite gatunki - bazowy rock, blues, boogie, funky, no i, co szczególnie ożywia muzykę zespoły, reggae oraz country. Powstaje mozaika, w której wszystkie elementy zadziwiająco pasują do siebie. Pasują jak karty z jednej talii. Oryginalność, tożsamość Dżemu w bodaj równym stopniu co muzyki wynika również z tekstów. Zespół z dojmującym autentyzmem opowiada praktycznie o tym samym bohaterze - samotniku bojącym się samotności, wyobcowanym z głównego nurtu życia wrażliwcu gardzącym tradycyjną moralnością. Bohater ów zdaje sobie sprawę z własnych wad i słabości, ale nie chce się zmienić. To, co dla niego liczy się najbardziej, albo nawet liczy się jedynie to wolność, miłość, przyjaźń, prawda, pokój, wreszcie wierność sobie - wartości spotykane coraz rzadziej w bezdusznym, pełnym fałszu, przemocy i ulotnych mód świecie. Tematyka - mogłoby się wydawać - wyświechtana, wręcz naiwna i banalna, ale w ustach wokalisty grupy nawet banały nabierają wagi aforyzmów. Tym bardziej, że nie narzuca on oczywistych wyborów, a tylko podaje proste, fundamentalne prawdy o życiu - wywiedzione ze zdradliwej (o czym wie) hippisowskiej filozofii. No i, że bezlitośnie demaskuje umysłowe lenistwo tych, którzy utrzymują, iż rocka nie da się śpiewać po polsku. Zresztą wokalista ten potrafiłby poruszyć do żywego nawet wtedy, gdyby wyśpiewałby fragment książki telefonicznej. A przecież nie raz stawał twarzą w twarz z największą poezją, pulsującą największymi uczuciami. Tym wokalistą był i ciągle jest - bo przecież wielcy artyści nigdy nie odchodzą, nigdy nie umierają - Ryszard Riedel. Olbrzymi głos o ciemnej barwie, głos - co zupełnie niesamowite - jednocześnie aksamitny i szorstki, niezwykle sugestywne interpretacje utrzymane w na pozór przerysowanej manierze, która stała się wyrazistym stylem. Takich wokalistów jak ON znajdzie się - w skali światowej, bo polska tu za wąska - jeszcze kilku, ale z wyszukaniem równie wielkich osobowości scenicznych już mogą być kłopoty.

…Aż do dnia, w którym pękło niebo i został sam fundament.(…)

Różnie można mierzyć popularność i znaczenie Dżemu. Miary tradycyjne - liczba sprzedanych płyt i kaset, liczba wylansowanych przebojów - są pomocne, ale przecież daleko niewystarczające. Jeszcze lepszą miarą jest bowiem ilość fanów wiernych i zaprzysięgłych - głównie z kręgu hippisowskiego, choć przecież nie tylko. Fanów odnajdujących w twórczości Dżemu siebie - to, jakimi byli, jakimi są, jakimi chcieliby być i jakimi być nie powinni. Co oznacza ni mniej ni więcej uzyskanie przez Dżem pełnoprawnego, a nawet definicyjnego statusu formacji kultowej. Zresztą w historii polskiego rocka lepszego przykładu formacji kultowej nie znajdziemy. Nie znajdziemy też zespołu, który przez tyle lat dałby tyle koncertów (na których - tu fani i krytycy są zgodni - wypada on szczególnie porywająco). Koncertów zarówno tych mniejszych, zwykłych, rzec można codziennych; jak i tych wielkich, galowych, festiwalowych. Festiwale w Jarocinie, ,,Muzyczne Campingi" w Brodnicy, ,,Rawy Blues" - Dżem sporo zawdzięcza tym miejscom (wszak w Jarocinie się objawił), ale one nie mniej Dżemowi, bo przecież Riedel i spółka walnie przyczynili się do rangi imprez (w Brodnicy królują niczym najtwardsi dyktatorzy). No a w katowickim Spodku w postaci urodzinowych koncertów Dżemu trzykrotnie odbyło się coś, co łatwo nazwać własnym festiwalem zespołu. I to chyba najlepszy wyznacznik pozycji śląskiej grupy. Wszak żaden inny polski wykonawca nie doczekał się podobnego honoru.

Ale za czwartym razem zamiast urodzin celebrowano śmierć… (…)

g rr


Ryszard Zaprzałka


foto by Google Search



środa, 05 listopada 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> WENUS Z KRAJU TULIPANÓW (felieton nr 99)

    Było to 42 lata temu. W styczniu 1970 roku piosenka Venus mało znanej w Ameryce holenderskiej grupy Shocking Blue weszła na listę bestsellerów singlowych magaz

  • -> Skład Kultury

    14 grudnia odbędzie się kolejny koncert z cyklu Skład Kultury, którego organizatorem jest Tarnowskie Centrum Kultury. Gospodarzem imprezy będzie tarnowski zespó

  • -> PROWOKACYJNY DEBIUT (felieton nr 98)

    16 czerwca minęło 40 lat od dnia, w którym ukazał się pierwszy album Roxy Music - zespołu, który w dziejach rocka był uważany za glamrockowy, progresywny, artro



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -