Blog > Komentarze do wpisu

-> Andrzej Mleczko – Spotkanie autorskie 15.11.2008

noc to poezja płaczu
wiersz samotności


Tym jakże wymownym wierszem, rozpoczął wieczór autorski, promujący swój debiutancki tomik, tarnowski poeta i prozaik, Andrzej Mleczko.
Jak pisał Josiph Brodski, poezja jest praśpiewem i prapoczątkiem mowy i może dlatego jest tak magnetyczna i czytelna, widoczna w każdym zakątku naszej rzeczywistości, a wszystko co nas otacza staje się nią i siłą refluksu porusza wrażliwość na piękno. Czyli, w wolnym rozumieniu, poezja jest boska i nie wynika z racjonalnego myślenia. Jest bytem określonym, chociaż bardzo trudnym do zdefiniowania.
Wszystko jest poezją – te słowa Edwarda Stachury nabierają innej wymowy przy konfrontacji autora z czytelnikami i potwierdzają potrzebę współistnienia z poezją. Odautorskie spojrzenie nakłada mocne spoiwo pomiędzy nadawcą / poetą, a odbiorcą i pozwala czytelnikowi dostrzec to, co jest niezauważane w codzienności.
W piątkowy wieczór, 15 listopada spotkaliśmy się w gościnnych salonach Miejskiej Biblioteki Publicznej. My czytelnicy i autor. Jak rzadko, publiczność dopisała i mogliśmy wspólnie kontemplować twórczość Andrzeja.
Autor w swoim skromnym tomiku dał nam przegląd twórczości ostatnich kilku lat i pokazał, że życie to nie tylko znormalizowane istnienie, rodzina i proza codzienności, że jeszcze są gdzieś, obok nas, tak zwane azyle i świątynie dumania. Takim miejscem dla Andrzeja Mleczki jest bez wątpienia poezja.
Wstęp do tomiku napisał opiekun i mentor młodej, tarnowskiej poezji, Zbigniew Mirosławski. Ten niestrudzony guru, zrzeszonych przy Miejskiej Bibliotece Publicznej, młodych twórców literatury, poprowadził również spotkanie. Wszystko owijało się delikatną powłoką filozofii i brzmiało mocnymi akcentami poezji, a na zakończenie spotkania, autor obdarował wszystkich przybyłych gratisowym egzemplarzem.
A oto wstęp Zbigniewa Mirosławskiego, pokazujący szersze rozwinięcie poezji Andrzeja Mleczki
.

Spowiedź z bojaźni cover

„"Spowiedź z bojaźni” Andrzeja Mleczki”

       Andrzej Mleczko z Grupą Autorów związał się w 2001 r. Jego pierwsze publikacje ukazały się w Kajecie Artystyczno-Kulturalnym nr 27 z czerwca tegoż roku. Obecnie, po 6 latach obecności w “Kajecie” i “Aspiracjach”, wydaje swój debiutancki tomik pt. “Spowiedź z bojaźni”. Czym jest owa spowiedź? Co to za bojaźń? Odpowiedzi na te pytania, wnikliwa lektura tekstu na pewno przynosi, choć nie są to odpowiedzi jednoznaczne. Takie w poezji, ale chyba także w życiu nie istnieją. 
       W 2005 r. Andrzej Mleczko zdobył wyróżnienie w konkursie Stowarzyszenia Liberum Arbitrium zatytułowanym “Bliżej Ziemi - Bliżej Nieba”, tekstem, którym rozpoczyna autoprezentację. Towarzyszące poecie: strach, poczucie żalu, niespełnienia czy raczej braku szczęścia to uczucia nieobce niejednemu z czytelników. O co ma pretensje do samego siebie? O słomiany zapał, o brak porozumienia z bliskimi. Pomimo wielu osiągnięć: znajomości języków, literatury, doświadczeń zdobytych w “...odległych krajach...” i poznaniu wielu ludzi, których “dłonie uścisnął” autor pozostaje w dyskomforcie. To niezadowolenie owocuje twórczością, dość niezwykłą, dyskursywną w stosunku do samej siebie i podmiotu lirycznego. Ani “brud świętości”, ani “chłód świątyń” nie przyniosły ukojenia. Czy to tylko brak szczęścia, czy też charakter naszej ludzkiej natury, stale dążącej do lepszego poznania, stale wątpiącej i pełnej obaw. Obaw także o przekraczanie granic zdrowego rozsądku, tak “niewyraźnych” i “łatwych” do obalenia. Prozaiczne i konieczne do spoglądania na świat okulary stają się w wierszu bez tytułu zaczynającym się od słów “okulary to zdrowy rozsądek...” metaforą stosowania ostrożności, kiedy zachwyt nad “kolorami i fantastycznymi kształtami” odejmuje nam trzeźwość widzenia spraw takimi jakimi są w rzeczywistości.
       To, co groźne niekoniecznie musi być poprzedzone ostrzegawczym wyciem “ogłuszających syren”. Nie musi to być uliczna “strzelanina” czy napad rabunkowy. Codziennie dokonuje się rabunek inny, dla niektórych niezauważalny, “nie ruszający z piskiem opon”. W ciszy i w milczeniu jesteśmy okradani z wrażliwości, upadamy coraz niżej i już nie ma możliwości “otrzepania się” i odejścia jak gdyby nigdy nic. Ubywa nam czegoś w duszy... Próby uodpornienia się i znieczulenia na odhumanizowanych ludzi to wizja “człowieka przyszłości”, który “studiuje geologię / by wiedzieć, jaki wybrać głaz / zamiast serca...”. Człowieka, który zamiast wyciągnąć do kogoś dłonie, chowa je do kieszeni, widzi tylko siebie. Pole widzenia ma “zawężone do lustra”. Jego gruba skóra przypomina “zbroję”, wyrazem twarzy jest “grymas”. Takim jednak autor być nie może, chociaż przewrotnie zapewnia “chcę być szczęśliwym człowiekiem przyszłości”. Cyborg, którego następnie opisuje jest tak różny od jego postrzegania, że na pewno nigdy nie zauważyłby nawet własnego zadufania.
       Wobec braku porozumienia dojmującym i wszechogarniającym uczuciem pozostaje żal, “że nie jestem marynarzem...Pisarzem czy malarzem... a nawet filozofem...”. Wymienione profesje mogłyby zapewnić inny ogląd spraw codziennych? Dalekie porty i przebyte mile, literackie opisy czy wybełkotane afirmacje to tylko ułuda. Możliwości takiego spojrzenia nie zadowalają poety. Zwielokrotniony wizerunek osoby bliskiej w różnych portach staje się odrealniony, malarski portret – nieprawdziwy, logicznym determinantom brak wyraźnego przekonania. Bełkoczący filozof jest własnym zaprzeczeniem. W tym kontekście pozorny minimalizm “...jestem tylko Andrzejem Mleczko / i w rękach mam pustkę.” staje się programem pozytywnym. Warto być sobą i wiedzieć o sobie prawdę! Taka pustka staję się wówczas pustką do zapełnienia, miejscem na dojrzewanie autentycznych przeżyć. 
       Czasem trzeba “zacisnąć mocno zęby / i sznurówki / butów...”. Ironia, z którą mamy do czynienia daje siłę. Reklama butów “...idealnych do pokonywania małych wzniesień i głębokich dolin...” poprzez postrzeganie autora staję się kolejną metaforą. Małe wzniesienia to znaczy zminimalizowane własne osiągnięcia, ale szczególnie “głębokie doliny” tj. depresje psychiczne są sprowadzone do przeżyć, z którymi należy obchodzić się radykalnie, aby mieć nad nimi kontrolę i w razie potrzeby krępować je jak buty sznurowadłami. Wędrówka “...na poszukiwanie kogoś / kto mnie pokocha...” jawi się drogą bez powrotu. Zazdrosne podglądanie ukradkiem “nieutulonych par” wywołuje smutek i poczucie krzywdy. Oni “machanymi pożegnaniami” wywołują wiatr odczuwany na twarzy przez tego, którego “wiatr” “...porusza tylko umarłą plastikową torebką...”. Wydobyty przy okazji kontrast i przekonanie, że przypadkowy rozmówca - “...jedna osoba która coś mówi / nawet na mnie nie patrzy...” stają się poruszającym oskarżeniem bezdusznego losu, bezdusznej społeczności? Pointa “...to jabłko które jem / nie jest już grzechem / lecz głodem.” odwołuje się do sytuacji w rajskim ogrodzie. Jabłka nie wręczyła poecie biblijna Ewa, prakobieta, archetyp żeńskości, sam po nie sięga z głodu! 
       Kolejny tekst o nieufności do  słów, mogących “kapać ...na kartkę” jak łzy, mogących “wierzgać” śmiechem i uciekać “...szparami / okien, drzwi, ust...” to dość oryginalny sposób spostrzegania słów-liter, które trzeba łapać za “ogonki”, bo wymykają się z miną radosną lub skrzywioną grymasem. Słowa “...za ufne...maleństwa...” lepiej pochować w myśli, zapisać, zapewnić im byt, wtedy staną się świadectwem tak jak poeta zaświadczy o ich figlach. Wiersz o słowach doskonale pokazuje artyzm i lekkość. Poczucie humoru towarzyszące pisaniu pomimo ograniczeń, jakie niosą ze sobą słowa, jest też wyrazem dystansu do własnego działania.
       Kreacja i “wypełnianie wymyślonymi osobami pustki...” to rodzaj terapii. Zarazem ukazanie świata w schemacie czarno-białym. Osobę “...ŧą po prawej stronie kocham / po lewej nienawidzę...”. Utwór jest stanowczym protestem przeciwko odtrącaniu, obłudzie udawanych uczuć - “...to takie człowiecze...”! Z drugiej strony, gdy zmieniamy swój punkt siedzenia, osoba nienawidzona po lewej stronie nagle znajduje się po prawicy... kochana po lewicy... . Czy nie tego właśnie ciągle doświadczamy? Bliscy stają się obcy, ci drudzy starają się nas z kolei pocieszyć. Czy bliźnich trzeba aż wymyślać? Nie zauważamy siebie obok siebie?! Jesteśmy dla siebie jak wilki? Czy nie za bardzo się rozpychamy w życiu? Tak jak “...puste miejsce w autobusie...”, które przysiada się nieproszone i “...zionie chłodem...rozpycha się...” i przyciska współpasażera do okna. Ów rozpaczliwie stara się nie patrzeć, że obok nie ma nikogo bliskiego.
       Do głosu musi dojść wreszcie furia. Kiedy bezsenność spowodowana myślami o kimś, kogo nie można zapomnieć prowokuje do ataku na “małoletnie barokowe rumiane grubaski...strzelające bez opamiętania...”. Autor bezkompromisowo wyznaje “...nad rankiem zwabię jednego z tych łuczniczych amorków.../ i zadźgam go ...aż posoka zakryje widnokrąg.”. Zamiast przerażenia wywołuje raczej śmiech. Nie możemy uwierzyć w szczerość tej wypowiedzi i determinację. Czy jednak nie dochodzi do tragedii powodowanych wyalienowaniem?
       “Obrazy wspomnień w wyidealizowanych ramach...” to wręcz muzealne zbiory, których kustoszem poczuwa się samotny podmiot liryczny. Nie dopuszcza już nikogo do “zgromadzonej kolekcji zwolna powiększającej się...”. Pyta “...jak mam odsłonić zasłony by / nocne muzeum znikło i zamieniło się / w dzienne życie?”. Zastosowany sztafaż doskonale oddaje oderwanie od rzeczywistości.
       Niezdolność do przełamywania własnego milczenia, milczenia drugiego człowieka, budzi jak najgorsze skojarzenia. Kiedy “...poziom słów opadł ...” jak poziom wody, na dnie zostało “kilka szmat / szlam / wbite gałęzie...”. Krajobraz jak po powodzi, po zniszczeniu. Słowa nie nadają się nawet jak te pozostałe szmaty do powycierania po kataklizmie. Nastaje susza, pejzaż międzyludzki pustynnieje. Autor w ostateczności opowiada się za porozumieniem bez słów.


***
człowiek zamieniony w słowo
słowo o nim
słowo nad nim
słowo po nim...


       Czyż zdołamy wszystko wypowiedzieć? Nad człowiekiem wypowiedziano wiele słów, czy nie nazbyt wiele? Czyż nie powinniśmy zaprzestać osądzania ludzi? A po śmierci czy jesteśmy w stanie oddać słowami wartość czyjegoś życia? Czy można wypełnić głowę “białym puchem”, białym nic, śniegiem symbolizującym chłód zimy, chłód wzajemnych relacji, roztapianie się w nicość? Takie oderwanie się od bolesnych wspomnień, dostrzeganie uroków cichego życia, jak w przypadku opisywanej starej kamienicy, ze “szczerbatą bramą”, oknami z grubych szkieł to metafora losu niekoniecznie łaskawego, ale za to “bogatego” w blizny (“wykwity cegieł”) i lepszego niż los “lśniąco zimnych i zwinnych myślą architekta...” nowych domów z sąsiedztwa.
       Bunt przeciwko światu, “...czterem jeźdźcom, złej pogodzie i własnej bezużyteczności...” możliwy jest w rozmowie ze... ścianą. Ściany “...niewdzięczni to słuchacze / ze zmęczenia... tyradą / odpadł im tynk.”. Efekt zatem żaden poza zmęczeniem ścian i poczuciem beznadziejności. Otrzymujemy wreszcie jasno sformułowane uzasadnienie niepogodzenia się z otoczeniem. Sedno inspiracji twórczej podmiotu lirycznego tkwi “...W bogatej wyobraźni / a ubogim życiu.”. Ubogim nie z własnej winy. W kolejnym wierszu czytamy “...moja poezja / to żałosne skamlenie / dekadencja urojona.../ ...chciałbym jednak zapisać kartki / rozdawać je ludziom / i patrzyć im w oczy...”.   
       Twórczość wydaje się sposobem na dotarcie przynajmniej do niektórych. Jest też rozmową ze sobą samym. Trzeba jej być wiernym, nie łaskotać jej, nie lekceważyć, nie igrać z nią i z niej nie szydzić. “Kartka papieru – Twoja ojczyzna” pisze poeta i oddaje hołd Sylwii Plath linijką ciszy. Definicją emocjonalnej pustyni staje się “...kraj opadających rąk / zamkniętych oczu / i serc spustoszonych...”. Remedium jest mimo wszystko i nade wszystko poezja. Autor określa się “Rybakiem słów”, zaciąga sieć, “...wyciąga swobodnie pływające słowa.../ układa je na pokładzie kartki...”. W finale jednak autoironicznie konstatuje “...mój okręt niestety nie chce zmienić się w / długą łódź Wikingów / powiewającą dumnie flagami kogę / czy rączy szkuner / nadal jest prostym, żałosnym, plastikowym rowerkiem wodnym.”. 
       Tęsknota za niezwykłością znajduje wyraz w wierszu bez tytułu, który rozpoczyna się słowami “mój najlepszy wiersz zaginął...”. Poszukiwaniom towarzyszy świadomość, że odnaleziony utwór z ideału przemieni się w banał. Rozliczenia z sobą samym prowadzą do oskarżania się o hipochondrię, nieudaną reinkarnację. Apelu do czytelnika wreszcie - “uważaj ... na dobre słowo.../ przyjmij je.../ nie daj mu umrzeć...” . Apelu do Stwórcy “stwórz minutę dłuższą / bo tak mało się widzimy / stwórz gamę szerszą / bo tak mało się słyszymy / stwórz słowa uniwersalne / bo tak rzadko rozmawiamy...”. Na koniec zaś “...podaruj nam małą epokę lodowcową / abyśmy się mogli przytulić.”. Nie znajdziemy już innego pretekstu dla bliskości? Czas bezlitośnie upływa, możemy tylko tak jak poeta udawać, że nie widzimy “...leżących na podłodze / dogorywających wskazówek / roztrzaskanego zegara”.


Zbigniew Leszczyc Mirosławski

Tomik niebawem będzie dostępny w wypożyczalniach Miejskiej Biblioteki Publicznej.

Andrzej Mleczko
„Spowiedź z bojaźni”
Miejska Biblioteka Publiczna w Tarnowie
ISBN 978-83-61470-04-5
Stron 58


Jerzy Reuter



czwartek, 20 listopada 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -