Blog > Komentarze do wpisu

-> ZĄB NARWALA cz.1

Poznałem go na rybach. Gdy przyszedłem na swoje stare miejsce, zauważyłem, że ktoś zarzucił dwie wędki. Moje stanowisko było zajęte. Nic bym nie miał przeciw, bo co mi tam jakieś miejsce, obsikane, zaznaczone, że juz nikomu nie wolno wejść i wędkować. Bo cóż by wielkiego się stało, ale wędki stały samotnie, bez właściciela. Początkowo pomyślałem, że ten ktoś oddalił się w krzaki, a może kopie glisty, poszedł zbadać brzeg, czy robi coś, co tradycyjnie robi sie na rybach. Że łazi sobie i gapi się w wodę bezmyślnie, jak to jest w zwyczaju. Usiadłem w trawie i zacząłem rozpakowywać sprzęt, powoli przeciągałem żyłkę przez przelotki, gapiąc się w rzeczny nurt. Dunajec leniwie przeciskał się korytem, niosąc ścieki, gdzieś daleko, do morza. Zarzuciłem wędkę, ciskając przynętą do połowy rzeki i położyłem „kij” na widełkach. Gdy mocowałem do szpicówki kajnerowy dzwonek, usłyszałem dziwne pomruki. Po chwili z gęstej, wysokiej trawy, podniósł się człowiek.


Był to średniego wzrostu, starszy mężczyzna, dobrze zbudowany z czarnym, cienkim wąsikiem ala Don Juan i siwą, lekko przerzedzoną czupryną. Ubrany był w krótkie szorty, spod których wystawały dobrze umięśnione, krzywe nogi. Szybko wykonał kilka przysiadów, potem przeszedł do pompek. Po dziesiątej przewrócił się na plecy i popedałował machając w powietrzu nogami. Gdy skończył „rowerek” powstał i wykonał taniec, polegający na podskokach i opadaniu na pięty. Po zakończeniu tej dziwnej gimnastyki, spojrzał na mnie i z uśmiechem wyciągnął w moim kierunku prawicę.
- Zająłem miejsce? – zapytał.
   Podałem mu rękę. Jego uśmiech wydał mi się szczerym i przyjaznym. Przez chwilę potrząsał dłonią w geście powitania, pochylając się przy tym, muskając siwymi włosami moją twarz.
- Jestem pewien, że się pomieścimy – odparłem.
   W pierwszej chwili nie wiedziałem, co powiedzieć, więc zrobiłem to, co każdy wędkarz robi po przybyciu nad wodę. Zapytałem:
- Biorą?
- Kto je tam wie? Musiałby pan popytać wędkarzy. O, wystarczy podejść w górę, jakieś pięćset metrów. Tam będą wiedzieć.
- To pan nie łowi? Te wędki tutaj... Nie?
   Nieznajomy spojrzał z odrazą na rzekę.
- Nienawidzę ryb, mój panie. Jestem tutaj rekreacyjnie. A wędki rozkładam, bo jak bym wyglądał? Nad rzeką trzeba się zachowywać, nie? Jeszcze by mnie wzięli ludzie za jakiegoś pijaka, albo coś.
- Ale wędki są zarzucone – nie dawałem za wygraną.
- I co z tego? Na końcu żyłki mocuję ciężarek i wio, do wody. Ja nawet, proszę pana, mam opłaconą kartę wędkarską! Czyli, jak ja to rozumiem, jestem tutaj zgodnie z prawem.
   Mężczyzna wszedł do wody i zamoczył dłonie. Przez chwilę delektował się chłodem rzeki, po czym spłukał twarz.
- Rozumie pan? – zapytał. – Policja poluje na śpiących w trawie, ale ja występuję jako wędkarz.
- Niby tak – odparłem.
   Mężczyzna przytaknął. Przez chwilę dreptał w miejscu małymi krokami i najwyraźniej chciał coś powiedzieć. W końcu machnął ręką i wrócił na swoje legowisko.
   Ryby nie okazywały żadnego zainteresowania moją przynętą, chociaż była to najlepsza z najlepszych, mieszanka grysiku, czosnku, olejków aromatycznych i farbki spożywczej. Zarzucałem wędkę, co chwilę w inne miejsce... i nic. Nieznajomy położył się w trawie i spał, a czas leniwie układał się na wodzie i płynął z nurtem w dół.
   Po dwugodzinnym zmaganiu z ciszą sięgnąłem do plecaka i wyjąłem butelkę piwa. Syk uwolnionego spod kapsli gazu obudził nieznajomego. Uśmiechnął się do mnie i usiadł obok.
- Prawdę mówiąc, chyba się nie przedstawiłem – powiedział.
   Zacierał ręce i spoglądał łakomym wzrokiem na moje piwo.
- Nazywam się Wadza – powstał i ukłonił się. – Wadza, to moje pseudo, ale nawet rodzice tak mnie wołali, szanowny panie.
- Bardzo mi miło.
- Mówisz pan Wadza i każdy wie, o kogo chodzi.
   Nie miałem wyjścia. Wyjąłem drugie piwo i podałem Wadzy.
- Czekałem na kogoś takiego jak pan – powiedział. – Nie żeby mi piwo, czy coś, sam pan wie. Brakowało mi przerwania snu, bo widzi pan, ja dużo śpię, może nawet zbyt dużo. Śpię na stojąco w kolejce po chleb, gdy siedzę w kawiarni, też śpię. Śpię, gdzie chcę i nie chcę.
   Przysiadł się bliżej i popijał słowa piwem, a moja wędka smętnie zwisała nad lustrem wody.
- Może to jakaś choroba? – zapytałem.
- A gdzie tam! – zawołał. – Panie! Mnie badali w instytucie kosmicznym... i gówno! Z pracy mnie wylali za symulanctwo, żona poszła w diabły. To, co ja mam zrobić? No, co? Ale dobrze, że pan się zjawił, bo bym tak spał do jutra, do rana.
- Dobrze, niedobrze.
- Co, że niedobrze? Co?
- Ryby nie biorą, panie Wadza. To się nazywa niedobrze.
   Wadza spuścił głowę. Przez chwilę milczał, szukając słów, by oddać jakąś myśl, kiełkującą mu pod srebrną czupryną.
- To moja wina – powiedział. – Ryby mnie nie lubią, ale ja też nie cierpię tych śliskich stworzeń.
   Powstał i spojrzał na rzekę.
- Dlatego sam na ryby jeżdżę. Na ryby w znaczeniu takim jak pan widzi. Na mój widok, proszę pana, ryby odpływają.
- To masz pan pecha, nie?
- Pecha? Te bestie prześladują mnie nawet we śnie! Panie kochany! Ja śpię z rybą, niech to szlag trafi. Ledwie przymrużę oko, zjawia się to wielkie, pieprzone gówno i dźga mnie prosto w serce tym, tym... Tym rogiem!
- No, nie!
- A jak! Płynie za mną przez cały sen, powiem panu, że przez każdy sen, wielki stwór z dzidą zamiast nosa! Boję sie spać... Ale muszę. Nie mam na to wpływu.
   Mówił na tyle ciekawie, że bez słowa sięgnąłem po następne piwo. Wadza owinął puste butelki foliowym workiem i ukrył je w trawie.
- Mogą się kiedyś przydać – powiedział szeptem.
- A ta ryba, może pan coś więcej?
- Ha! No, właśnie. Ta ryba, to panie kochany, wściekły narwal! Śni mi się zawsze jeden sen. Płynę po jakimś oceanie, pomiędzy krami lodu i już, już dopływam do brzegu, gdy z głębin wypływa ten stwór. Mierzy we mnie szpicem i pędzi! Prosto na mnie! Rany boskie! Naczytałem się trochę o narwalach i powiem panu, że ten szpic to jego ząb, a właściwie to radar, którym wyczuwa niemal wszystko.
- Cholerka! – zawołałem. – Nie wiem, czy zazdrościć, czy współczuć.
- A niech to, niech to szlag trafi, drogi panie.
   Przesiedzieliśmy potem w milczeniu do zmierzchu. On walczył z sennością, a ja, myśląc o nim, bezskutecznie czekałem na jakieś branie. Być może z powodu pecha Wadzy, ryby odpłynęły.
    Z nad rzeki wygoniły nas komary. Zjawiły się wraz ze zmierzchem i wściekle rzuciły się na
nasze ciała, pokazując kto jest panem wilgotnych wieczorów. Pobliska fabryka nawozów uwolniła codzienną dawkę fetoru.
   Gdy siedzieliśmy w autobusie, Wadza zwrócił się do mnie:
- Co pan robi w taką noc? Znaczy, dzisiejszą noc?
- Czy ja wiem? Nic mnie nie trzyma, jestem wolny.
- To ja zapraszam – powiedział. – Zapraszam pana do siebie. Będzie przyjemnie, obiecuję!


* * *


Jerzy Reuter



niedziela, 31 sierpnia 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -