Blog > Komentarze do wpisu

-> Z Markiewiczem i Globiszem o teatrze


Słuchowisko radiowe to forma dziś elitarna i niestety, niemal na wyginięciu. Wychowani na stusekundowych wypowiedziach radiowych i paruminutowych serwisach, atakowani przekazami reklam, sms-ów i innych „flashów” nie potrafimy się zatrzymać, a nawet i dziesięciominutowa rozmowa przekracza granice naszej percepcji. A przecież wielu z nas wychowywało się na kilkudziesięciominutowych słuchowiskach, odbieranych z wypiekami na twarzy, pobudzających naszą wyobraźnię, dziś usypianą dosłownością telewizyjnego przekazu. Z tym większą przyjemnością podczas niedawnego spotkania w Miejskiej Bibliotece Publicznej z Krzysztofem Globiszem, wysłuchać można było premiery „Listów naszych czytelników” Z. Herberta w reżyserii Wojciecha Markiewicza i pozostaje mieć nadzieję, że formuła takich spotkań przyjmie się i trwać będzie, zajmując swoje miejsce obok innych tarnowskich, kulturalnych „salonów”.


Kwestia słuchowisk, które niemal znikły z fal eteru to osobny temat. Podobnie jak problem sformatowanych, jednakowo brzmiących rozgłośni radiowych – a przecież nie tak znowu odległy jest czas, kiedy po „puszczanej” muzyce można było poznać prowadzącego program... Słuchowisko to odrębny świat, który w odróżnieniu od przekazu telewizyjnego nie zawłaszcza przemocą naszej jaźni – tu my nie stajemy się „targetem”, ale partnerem; tu możemy się skupić, wyciszyć, możemy myśleć, delektować się słowem i treścią, które pozostawiają w nas jakiś osad, niezmywalny kolejnym informacyjnym serwisem. Kiedyś na słuchowisko się czekało – czekałem i ja, także będąc małym chłopcem, chociażby na „Radio dzieciom”. Co warto podkreślić, słuchowisko jest formą bardziej wymagającą od telewizyjnych propozycji zarówno dla odbiorcy, jak i dla twórców – radio, jako medium specyficzne, gdzie nośnikiem jest głos, dźwięk, nie pozwala zrealizować takiego przedsięwzięcia „po łebkach”, na podobieństwo udziału w kolejnym odcinku telenoweli, bo jakikolwiek skrót, oszustwo, brak szacunku dla słowa, dla zrozumienia tego, co się czyta czyni niemożliwym powstania słuchowiska.
Tego zaś jest dziś na antenach radiowych coraz mniej. Zapewne ma to związek z faktem, że wobec informacyjnego szumu nie potrafimy już słuchać. Po prostu. I zwyczajnie nie mamy czasu. Tak jak w pośpiechu mamy go coraz mniej dla drugiego człowieka. Poza tym przygotowanie słuchowiska chwilę trwa, no i trudno sobie wyobrazić zaserwowanie go „masowemu” odbiorcy pomiędzy serwisikiem, newsikiem, a muzycznym chłamem, który w glorii „przeboju” katuje nas tygodniami i co chwilę. No, ale przecież dziś nie odbiorca się liczy – bo odbiorcy już nie ma: jest tylko „format”. Najlepiej taki, który można sobie wychować. Właśnie... Rzecz jasna, być może pewną przestrzenią, zapowiadającą powrót słuchowiska jest obecna popularności „audiobooków”. Być może, ale to już inna historia...

Tyle tytułem dygresji. Samo spotkanie z Krzysztofem Globiszem obfitowało w rozliczne anegdotki, opowieści o pracy, teatrze... Formalny tytuł spotkania „Teatr publiczny czy narodowy?” był tylko jednym z wielu tematów przewijających się podczas prowadzonej przez Wojciecha Markiewicza rozmowy. Z postawieniem w opozycji do siebie teatru narodowego i publicznego – w domyśle: „błazeńskiego” K. Globisz się nie zgadzał. „Tu nie ma rozdźwięku” – stwierdził zauważając, iż raczej „to teatr narodowy nie powinien przestać być teatrem publicznym”. W przestrzeni tej musi znajdować się i miejsce na śmiech, rozrywkę i na teksty będące naszą spuścizną; przy czym teatr narodowy nie może być teatrem, którego nikt nie rozumie, lub, w którym ktoś boi się kolejnego „Wyspiańskiego” na przykład, bo go nie zna. Dlatego też należałoby podejmować dyskusje z tekstami klasycznymi. Dla K. Globisza prawdziwa linia podziału przebiega między teatrem narodowym, a teatrem głupoty, który nie zajmuje się człowiekiem, ale jedynie rozśmieszaniem człowieka – i to rozśmieszaniem takim, poza którym nic nie ma. Jednocześnie gość spotkania przyznał, iż brakuje mu „wielkich” propozycji, z którymi jeszcze jakiś czas temu można było się mierzyć – „gram ciekawe spektakle, ale one mało ode mnie wymagają, kiedyś, gdy grałem, stanowiło to dla mnie większy wysiłek. Nie ma nade mną kogoś, kto by mnie wręcz przeczołgał” – wyznał K. Globisz.
Jedną z konkluzji, która pojawiła się podczas rozmowy, sprowadzić można do obaw, czy obecne dziś propozycje teatralne nie są efektem tego, iż publiczność żąda pewnej łatwości, w myśl, której wszystko ma być lekkie. To skutek wychowania widowni przez telewizyjne seriale, ale też... skutek tego, że nie ma komu dyktować wysokiego tonu. Innymi słowy – zabrakło wychowania, być może odrobiny dobrego snobizmu, poczucia pewnej elitarności – bo przecież teatr zawsze był elitarny. A więc z założenia – nie dla każdego. Pozbawiony elitarności staje się cyrkową areną. Ale to już moja prywatna konkluzja...

W każdym razie, zarówno Miejskiej Bibliotece Publicznej, jak i Wojciechowi Markiewiczowi pozostaje życzyć, aby to pojedyncze spotkanie, ze słuchowiskiem w charakterze punktu odniesienia, zapoczątkowało nowy cykl kulturalnych salonów. Jeżeli tylko będzie miał kto nań przychodzić. Hmm, chyba warto spróbować, choćby z początku była to garstka pasjonatów. W końcu przecież taka jest cena elitarności – dostępnej dla wszystkich, ale zarazem: nie dla każdego...



Mirosław Poświatowski (portal inTARnet.pl)


grafika by Tomasz Habiniak



czwartek, 10 kwietnia 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Tarnów ma budżet na 2013 rok

    Teatr za tak małe pieniądze to jest parodia teatru - Ewelina Pietrowiak.  Zdecydowali o tym radni podczas sesji 20 grudnia. Za budżetem zagłoso

  • -> Pytania o sens

    Do repertuaru Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie końcem października dołączyło nowe przedstawienie – „Piosenki o wierze i poświęceniu” Przemys

  • -> „Brzydal"

    Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie zaprosił w sobotę 30 listopada 2012 o godz. 18.00 na kolejną premierę (studencką) w 59 sezonie artystycznym. Tym razem na Małe



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -