Blog > Komentarze do wpisu

-> NAWRACANIE ROCK AND ROLLA (felieton nr 2)


Ostatnio było trochę o chrześcijańskich korzeniach rock and rolla. Dziś słów kilka o jego ideowym buncie, mentalnych manowcach, a także o próbach poszukiwania głębszego sensu w życiu, wiedzionym nierzadko na haju i w strumieniach gorzały. Rockandrollowcy, a nie idzie tu tylko o black czy deathmetalowców, od zarania, choć często bezzasadnie, byli widziani jako neopogańscy wysłannicy śmierci i szatana. Wielu z nich jednak, starało się poszukiwać prawdy i – co zabrzmi patetycznie - duchowego oświecenia.


Nieodłączną cechą rocka był zawsze bunt. Rock buntował się przeciw skostniałym strukturom społecznym, przeciw obowiązującym normom, także przeciw temu, co banalne, prowincjonalne i małoduszne. Młodzieńczy płomień rockowego sprzeciwu ogarniał również sferę duchową. Stąd też postrzeganie szatana przez niektórych nie tyle jako wcielonego zła, ile jako buntownika. Mickowi Jaggerowi, a także pozostałym Stonesom już dawno przypisano fascynacje złem. Powoływano się przy tym na „szatańskie” tytuły, takie jak choćby Sympathy For The Devil, czy Their Satanic Majesties Request.

W zainspirowanym powieścią Mistrz i Małgorzata tekście Sympathy For The Devil diabeł Jaggera jawi się jako zamożny, wręcz kulturalny gość, dzięki którego machinacjom następują wszystkie katastrofy w świecie. Ten - skomponowany i nagrany w 1968 roku - kawałek był śpiewany w pierwszej osobie i, tym samym, nie wdając się w niuanse rockowej poetyki, stwierdzono, że Jagger utożsamia się z diabłem. Więcej było w tym jednak reklamowej i estradowej maskarady, niż rzeczywistej fascynacji złem. Choć można by stwierdzić, że szatan Stonesów to szatan Williama Blake’a czy Percy Shelleya – postać nieskrępowana tradycją i kodeksami moralnymi,  buntownik, który obiecuje wolność.


Nasuwa się jednak pytanie czy poprzez wchodzenie w relacje z diabłem, jakiekolwiek by one nie były, można odnaleźć – określę to umownie - Najwyższego? Nie udało się to Jimmiemu Page’owi – znakomitemu gitarzyście Led Zeppelin. Oczywiście można by zapytać, czy Najwyższy interesował go w ogóle kiedykolwiek. Co by jednak nie twierdzić, jego autentyczne fascynacje okultyzmem stały się - według wielu - przyczyną tragicznych zdarzeń i śmiertelnych wypadków w historii grupy.

Ale rock szedł nie tylko poprzez manowce tego rodzaju. Inną drogę wiodącą, jak sądzono, ku poznaniu głębszej świadomości znajdujemy w ruchu hippisowskim. Miało się to odbywać przy pomocy LSD.  Brian Wilson z zespołu Beach Boys stwierdził, że poznał Boga biorąc LSD, co było najważniejszym doświadczeniem w jego życiu. Zresztą wcale nie był w tym odosobniony, wówczas wielu rockmanów, którzy szukali duchowej iluminacji było podobnego zdania. Dzisiaj już żaden z nich tak nie uważa. Ale wówczas...

Kolejną drogą wiodącą rock and rolla ku Najwyższemu miały być religie hinduskie. Zdobywanie głębszej świadomości dzięki różnego rodzaju guru też nie sprawdziło się. Ale trzeba przyznać, że owe hinduistyczne fascynacje znalazły oddźwięk w wielu przebojach, wystarczy tu wspomnieć ten najsłynniejszy - kompozycję Georga Harrisona - My Sweet Lord, w której „alleluja” przechodzi w mantrę „Hare Kryszna”.  Śpiewanie mantry w przekonaniu Harrisona miało prowadzić do zespolenia z Bogiem. Były Beatles  został jednak zainspirowany w tym przypadku całkiem chrześcijańskim przebojem w wykonaniu Edwin Hawkins Singers - Oh Happy Day, kawałkiem który sporo namieszał nie tylko na amerykańskich listach przebojów.

Obok Harrisona podobną drogę, na długi czas, wybrali muzycy tej rangi, co John Mc Laughlin czy Carlos Santana. Inni, jak świetny gitarzysta zespołu Fleetwood Mac – Peter Green powędrowali drogą herezji, wiążąc się w tym przypadku z sektą Dzieci Boga. A z kolei Cat Stevens jeden z najwybitniejszych bardów lat 60. i 70. zmienił imię, rzucił świat muzyki i przeszedł na islam.

Od lat 50. uważano, że używanie słownictwa ewangelicznego nie przystoi rockowi. Kłóci się z nim. Ale – jak się okazało - do czasu. W 1968 roku duet Simon & Garfunkel nagrał piękny numer Mrs. Robinson, który pojawił się na ścieżce dźwiękowej do filmu Absolwent. W piosence tej  znalazły się słowa: Jezus kocha cię bardziej niż myślisz. Paul Simon stwierdził, że nikt przedtem nie odważył się użyć w muzyce popularnej słowa Jezus. W Spirit In The Sky, kolejnym hicie z tamtych lat, Norman Greenbaum używa wręcz sformułowania Jezus mój przyjaciel.

Wracam jednak do rockowych ścieżek i manowców. Bob Dylan – artysta poszukujący od zawsze - wydał aż trzy płyty zainspirowane ewangelią. Niektórzy pisali nawet, że była to seria reklam Dobrej Nowiny, inni uważali, że płyty Slow Train Coming, Saved oraz Shot Of Love to trylogia powtórnie narodzonego. W utworze Every Grain Of Sand, zamykającym krążek Slow Train Coming, słyszymy słowa: Pokusa zawsze woła moje imię (...) zmierzając w dalszą drogę, zaczynam rozumieć, że każdy włos na głowie jest policzony i każde ziarenko pisaku. Ale nie tylko Dylan jest w swej twórczości tym poszukującym. Tak też jest (lub było) w przypadku Cliffa Richarda, Vana Morrisona, Boba Marleya, czy grupy U2, której sporo hitów - z I Stiil Haven’t Found What I’m Looking For na czele - ma jednoznacznie chrześcijański charakter.

Rock and roll gdzieś w głębi tęskni za Prawdą, ale przy tym, tak jak i jego twórcy, jest ułomny. Wiecznie poszukujący, czasem zdaje się być blisko sacrum, a czasem bardzo, bardzo daleko.



Krzysztof Borowiec


foto + image by Google Search



czwartek, 10 kwietnia 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> WENUS Z KRAJU TULIPANÓW (felieton nr 99)

    Było to 42 lata temu. W styczniu 1970 roku piosenka Venus mało znanej w Ameryce holenderskiej grupy Shocking Blue weszła na listę bestsellerów singlowych magaz

  • -> Skład Kultury

    14 grudnia odbędzie się kolejny koncert z cyklu Skład Kultury, którego organizatorem jest Tarnowskie Centrum Kultury. Gospodarzem imprezy będzie tarnowski zespó

  • -> PROWOKACYJNY DEBIUT (felieton nr 98)

    16 czerwca minęło 40 lat od dnia, w którym ukazał się pierwszy album Roxy Music - zespołu, który w dziejach rocka był uważany za glamrockowy, progresywny, artro



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -