Blog > Komentarze do wpisu

-> Anegdotki Galicyjskie


Tak nieco przewrotnie nazwała swoją najnowszą wystawę znana tarnowska artystka Renata Stadler – Rawińska, której wernisaż odbył się w piątek, 4 kwietnia w Galerii Komercyjnej Biura Wystaw Artystycznych, tuż przy wejściu do Pasażu Tertila. I pomimo, iż niektóre media np. Gazeta Krakowska zapraszały dopiero na niedzielę, to w piątkowy wieczór na spotkanie z powszechnie lubianą i cenioną malarką przyszły tłumy. Prezentowane prace, to część cyklu zatytułowanego „Bajki na dobranoc” malowanego, jak powiedziała dla moich dzieci, ale oglądając je odnosi się wrażenie, iż przeznaczone są one raczej dla dorosłych. A wyjątkowość wydarzenia to nie tylko termin, ale i miejsce oraz odważnie stawiany przez autorkę cel wystawy. Bardzo rzadko zdarza się, bowiem, aby artyści organizowali swoje wernisaże w sklepach, a do takich miejsc z pewnością zaliczyć należy część komercyjną tarnowskiej Galerii Miejskiej, a także przeznaczenie „od ręki” do sprzedaży wystawionych prac. Odważny pomysł okazał się strzałem w przysłowiową „dziesiątkę”, bowiem pomimo, jak na warunki naszego lokalnego rynku sztuki, stosunkowo wysokich cen obrazów pani Renaty, oscylujących od 1000 do 2000 tysięcy złotych, już podczas wernisażu zainteresowanie zakupem było spore o czym najlepiej świadczy 5 dokonanych rezerwacji oraz liczne zapowiedzi ponownych odwiedzin w celu nabycia wybranych prac.


 

A wizja zaprezentowanych przez Renatę Stadler – Rawińska klimatycznych galicyjskich miasteczek, pomimo celowo zamierzonej artystycznej deformacji kolorowych bohaterów jej olejów, emanuje dionizyjską wręcz radością życia i optymistycznym przesłaniem.


Pora najwyższa przedstawić autorkę wystawy „Anegdot Galicyjskich”. Renata Stadler-Rawińska ukończyła studia na Wydziale MGRZ w PWSSP we Wrocławiu, gdzie zrobiła dyplom z malarstwa w roku 1994 w pracowni prof. Konrada Jarodzkiego. Z powodzeniem uprawia malarstwo i grafikę, poza tym zajmuje się także konserwacją malarstwa. Swoje prace pokazywała na wielu wystawach w kraju i za granicą, niestety za rzadko w swoim rodzinnym mieście. Wykreowany przez nią świat składa się z przeróżnych motywów zaczerpniętych m.in. z figuratywnego realizmu, impresjonizmu, ekspresjonizmu i czystej abstrakcji. A sama artystka mówi o swoim warsztacie tak – przedstawiam ludzi w ich cielesności, poprzez rysunek, bryłę, formę i kolor pokazuję ich ciała, a poprzez treści, fabułę pokazuję ich dusze i ich naturę - atmosfera obrazu jest pejzażem, w którym żyję. I to wszystko, co mam do powiedzenia – dodaje skromnie.

Więc my dodajmy, że Renata Stadler – Rawińska, to jedna z czterech malarskich heroin Tarnowa, znana chociażby z wspólnego projektu artystycznego „Sztuk 4” zrealizowanego wspólnie z Anną Śliwińską – Kuklą, Dorotą Gurbisz – Bernacką i Aleksandrą Zuba – Ben, którego ostatnią „odsłoną” była otwarta we wrześniu 2006 w popularnym klubie środowisk twórczych „Traffic” w Warszawie przy ul. Brackiej ekspozycja ich prac, pokazywanych już wcześniej w Tarnowie na wystawie o nieco przewrotnej nazwie „Zgodnie z ustawą równych szans”. Bodajże przed dwoma laty we wrześniu, wystawiała /po raz pierwszy samodzielnie/ swoje prace w popularnej staromiejskiej Galerii „Studio” przy ul. Żydowskiej.

 

„Często bohaterem obrazów malarki – pisał wtedy w folderze do wystawy Dariusz Marcinek - jest człowiek zdeformowany, szukający właściwego kształtu, oscylujący, na razie, pomiędzy formą ludzką i „kuroptaka” (R.S.). Sama forma istnienia staje się dylematem, pojawia się pytanie o tożsamość, o naturę człowieka, o cechy wrodzone i nabyte. Także przestrzeń, w której jest on umiejscowiony bywa odrealniona, niekiedy jakby zatrzymana w fazie stawania się, jest pierwotnym zaczynem materii zawierającym w sobie potencjał życia, innym razem to rzeczywistość bardzo konkretna, choć odmienna od codziennej. Malowana wyrazistymi barwami – czerwienią, czernią i złotem - przybiera kształt krajobrazu emocjonalnego, pogodnego i mrocznego zarazem.”

 

A teraz ten sam autor niejako dopowiada i rozwija swoje obcowanie ze sztuką Renaty Stadler: Mieliśmy niedawno okazję oglądać obrazy Renaty Stadle, obrazy bardzo dla niej samej „nowe”, odzwierciadlające wyraźną ewolucję artystyczną autorki. Tym razem malarka powraca do mentalnych korzeni, temat Galicji bowiem w jej pracach co jakiś czas powraca. Tym razem w formie dojrzalszej, bardziej zagłębiającej się w temat. Dwadzieścia małoformatowych olejnych obrazów stwarza klimat z innej epoki, przywraca nam małe miasteczka, pełne uroku sztetle. Artystka skupia się na ich jaśniejszej stronie życia, nie pokazuje nędzy i braku perspektyw na przyszłość. Dokonuje swoistej mityzacji, przedstawia coś mniej uchwytnego, choć zarazem wszechobecnego, mianowicie pewien urok, czar przenikający galicyjskie powietrze i każdy przejaw życia. Przestrzeń przedstawiona staje się sama w sobie zaczynem materii, schulzowską arche, przyczyną istnień „mniejszych”, istnień „drugorzędnych”, czekających na gest kuglarza demiurga. Przy czym nie jest to klimat charakterystyczny tylko dla Drohobycza, ale wszystkich tych małych miasteczek, w których spotykały się trzy nacje: polska, ruska i żydowska. W tym malarstwie daje autorka wyraz własnej wizji Stanisława, Stryja, Czerniowców, a także Tarnowa i innych galicyjskich enklaw. Wizji niezwykle trafnej, na poły magicznej i nieodbiegającej zarazem od tzw. realiów galicyjskiego życia, nie sposób, bowiem inaczej artystycznie rozpatrywać czasu przeszłego. Trzeba także wspomnieć o jednej z najważniejszych „cech” malarstwa Renaty Stadle, która jest obecna w całej jej twórczości. Chodzi oczywiście o groteskę, karnawał radości i smutku zamknięty w wizualnej formie, uzależniający postaci i świat przedstawiony od namiętności i nastrojów chwili, modelujący je według aktualnego stanu wrażeń, według stanu subiektywnej percepcji. Stąd jest człowiek zdeformowany, oscylujący pomiędzy formą ludzką i ptasią, jakby samo istnienie było dylematem, stawiało pytanie o swoją naturę, o cechy wrodzone i nabyte, o prawdę i egzystencjalny makijaż, a także stosunek do rzeczywistości i drugiego człowieka. Obrazy malowane wyrazistymi barwami przybierają kształt pogodnych anegdotek o czasie przeszłym, jednak mocno związanym z naszą rzeczywistością.


Ponieważ sama autorka prezentowanych aktualnie w Galerii Miejskiej BWA prac jest osobą niezwykle skromną, dla której… atmosfera obrazu jest pejzażem, w którym żyje… i bardzo niechętnie wypowiadającą się na swój temat, niechaj za nią przemówią inni…


Najpierw ocena dokonań sympatycznej pani Renaty przez samego mistrza Andrzeja Dudzińskiego: „Niewiele zjawisk w sztuce współczesnej wywołuje u mnie odczucia entuzjastyczne. Na ogół są to emocje negatywne, wspomagające ogólne rozczarowanie i utwierdzające mój pesymizm. Są oczywiście fenomeny w rodzaju Wilhelma Sasnala.Choć on zaskakuje bardziej przewrotnością i dystansem niż prawdziwym malarstwem, takim, jakie stawiało Teresę Pągowską na niedostępnym piedestale. Może to jeden z podstawowych mankamentów dzisiejszych malarzy, ze tak naprawdę malować nie chcą albo nie potrafią. Dlatego ilekroć zdarza mi się zobaczyć prawdziwe malarstwo to oddycham z ulgą, że nie wszystko stracone. Właśnie niedawno zobaczyłem coś, co pozwoliło mi znowu mieć nadzieję. Bogusław Wojtowicz z Galerii Miejskiej w Tarnowie, pokazał mi 10 obrazów Renaty Stadler- Rawińskiej. To, co uderzyło mnie najbardziej, to bijąca z tych płócien radość malowania. To jest apoteoza malarstwa zarówno jako rzemiosła jak i tematu, bo w moim odczuciu nadrzędną tematyką tych prac jest właśnie sama istota malarstwa.”

A oto, co sądzi o twórczości bohaterki sobotniego wernisażu dr Jacek Kucaba: „ Jej obrazy to raczej syntezy, eliminacje i skupienie uwagi na kwestiach kolorystycznych. Wszystko aż kipi od życiowej energii. Podróże w głąb siebie nie upamiętniają miejsc, a sposób ich postrzegania, zapamiętania, przeżycia. Renata tworzy świat dzięki swojej percepcji, zapisuje ślady chwilowej bądź trwałej obecności. Dzięki tej strategii przywołane przestrzenie stają się zamieszkałe przez nią samą.”

 

Bardzo dobrze oddaje nastrój i klimat malarstwa Renaty Stadler – Rawińskiej recenzja Agnieszki Setlik zamieszczona na portalu inTARnet.pl: Wystawa „Anegdotki galicyjskie” to dwadzieścia małoformatowych, olejnych obrazów. Zamieszkują je wyuzdane kokietki, delikatne panienki, współczesne czarownice, dziwaczne ptaszydła i rozszczebiotane dzieciaki. Na pozór kreowane sytuacje rozgrywają się w kameralnych, intymnych zakątkach małego, galicyjskiego miasteczka. Przestrzeń ta ulega jednak odrealnieniu za sprawą groteski i subtelnego oniryzmu. Funkcjonuje nie tyle realnie, co w podświadomości artystki, która próbuje zrekonstruować czas dawno miniony. Jej pamięć przepuszcza wszystko przez zniekształcający filtr wyobraźni. A ponieważ pamięć nierzadko bywa kapryśna i wybiórcza, to co realne miesza się z tym, co śnione, fantastyczne, wyobrażone. Stąd często pojawiają się na obrazach Stadler istoty zdeformowane, przypominające hybrydę człowieka i ptaka. Z kolei kobiety, podobnie jak u Schulza, są zjawiskowe i intrygujące, a każda z nich ma w sobie coś z prostytutki. To one wydają się być głównymi bohaterkami „Anegdotek galicyjskich”. Przechadzają się najbardziej zepsutą częścią miasta - ulicą Krokodyli („Ulica Krokodyli”), upijają się winem na babskich wieczorkach („Babki na dobranoc”) albo paradują obnosząc się ze swoimi pełnymi kształtami („Balonówki”). Występują zawsze nagie lub roznegliżowane, wyzbyte wstydu, o niezwykłej sile i charyzmie. Łączą w sobie niewinność i rozwiązłość, delikatność i moc, pożądanie i wstrzemięźliwość. Symbolami ich kobiecej perwersji są tu zwykle części damskiej garderoby. Najczęściej jest to pończoszka na odsłoniętej i obnażonej kokieteryjnie nodze, narzędziu perwersyjnej kokieterii.

 

Serdecznie wszystkim polecam kontakt z galerniczym sklepem, w którym można oglądać i kupować małoformatowe prace Renaty Stadler – Rawińskiej, które ze względu na swoje „pokojowe” rozmiary w sam raz pasują do naszych betonowych dziupli. Zapewniam, iż każdy z tej „artystycznej” podróży przywiezie coś innego, niepowtarzalnego, coś bardzo osobistego, coś tylko dla siebie…



Ryszard Zaprzałka


foto by Maciej Zaprzałka



wtorek, 08 kwietnia 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P

  • -> Cztery kobiety - cztery nie - pokoje...

    Zupełnie wyjątkowy charakter miał ostatni w tym roku wernisaż w Galerii Miejskiej BWA, zlokalizowanej pod znanym wszystkim miłośnikom sztuki adresem czyli dworc

  • -> Najstarsze istniejące...

    Tarnów ma najstarsze w Polsce muzeum diecezjalne. Placówkę założył w 1888 r. ks. Józef Bąba. W ten sposób uratował wiele bezcennych dzieł. Muzeum mieści się prz



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -